Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postanowienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postanowienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Noworocznie, dość optymistycznie

   No i się zaczęło... :P

Mowa o postanowieniach noworocznych. Bo zawsze są. Może faktycznie Sylwester to nie jest jakiś wielki przełom, dzień jak każdy, świat nie zaczyna się na nowo kręcić wraz z 1 stycznia, ale umownie jest to jakiś początek, jakaś nowa jakość, czysta karta...

Postanowiłam zaryzykować kilka postanowień. Realnie, bez spinania się, ale też na tyle ambitnie, żeby jednak coś z siebie dać, trochę się z sobą pozmagać. Znalazłam dwie cudowne listy noworocznych postanowień w sieci:

Bardzo mi się spodobała, bo jest na tyle ogólna i abstrakcyjna, że w sumie można pod nią podpiąć rzeczy dowolne, nawet małe. Ale jednak porządkująca, taka trochę filozoficzna. Na pewno będę się starała z niej skorzystać i np. jako pozbycie się złego nawyku = lenistwo. Z tego tytułu zaczęłam ćwiczyć, choć na razie bardzo lajtowo, ale nikt nie powiedział, że mam od razu roczny karnet na siłkę wykupować (tym bardziej, że pewnie na samym kupieniu by się skończyło, bo ja nie lubię siłowni, po prostu...). Uczę się też nowego języka, a zasadzie szlifuję na razie literki od alfabetu tegoż. :P Itd., itd.

Znalazłam też inną, bardziej szczegółową, na zasadzie zdań niedokończonych:
Jest szalenie ogólnikowa. Ale jest na niej dużo podpunktów. Na razie ją sobie wydrukowałam, wypełniłam i leży na biurku, by codziennie przypominać mi o sobie. Częściowo pokrywa się z listą pierwszą, ale lubię ja za to, że mogę ją sobie sama dopisać, spersonalizować. :P

Na razie oczekiwania mam takie, że wytrzymam przynajmniej miesiąc. Kalendarz na styczeń wisi na drzwiach szafy, odhaczam na nim dni, kiedy ćwiczyłam, kiedy się uczyłam, zapisuję swoje plany... Bo czas, qrde, coś zrobić ze sobą, tak po prostu. Zatem działam. Wy też działajcie!

piątek, 3 stycznia 2014

Diastasis recti

Witajcie w Nowym Roku. Czy dla was też 2013 był raczej pechowy i trudny? Dla mnie był dość mocno, dlatego wiążę duże nadzieje z tym rokiem. :D

Przede wszystkim: powrót do ćwiczeń. Na razie nie z Ewcią, ale będę regularnie ćwiczyć. Przede wszystkim po to, żeby poprawić pracę mięśni brzucha, odzyskać normalny wygląd i zakończyć raz na zawsze moje problemy z chodzeniem.

Mam bowiem coś, co po łacinie nazywa się ślicznie DIASTASIS RECTI, a jest ni mniej ni więcej jak rozejściem się mięśnia płaskiego brzucha. Wygląda to tak;
Zamiast płaskiego, twardego brzucha mam taką jakby dziurę pomiędzy dwoma płatami mięśnia płaskiego, co skutkuje mega-wzdęciem pod koniec dnia, problemami z postawą i chodzeniem (gdy noszę zbyt dużo, np. moją Dziubellę ciężką) - zaczynam wtedy odczuwać ból w pachwinach, w jednym biodrze (zwykle prawym, ale np. wczoraj przeciążone było lewe), mam problem z chodzeniem na jedną nogę, kuleję. Mięśnie brzucha bowiem są za słabe i nie trzymają ciała tak, jak powinny, cały ciężar "leci" więc w dół, na stawy miednicowe.

Dzięki bardzo fajnemu forum dla fitness-maniaków znalazłam zestaw ćwiczeń, które mają jakoś to naprawić:
 SFD Na razie dwa dni za mną, czuję zmęczenie mięśni brzucha, choć ćwiczenia nie są zbyt trudne. Chyba naprawdę się zapuściłam... :/

Cel na ten rok: wrócić do formy, a nawet ją poprawić. :) Dbać o siebie, o "me time", czyli czas tylko dla mnie, bez dzieci. No i po głowie chodzi mi Tajny Plan, ale jest jeszcze na tyle rozmyty, że na razie o nim nie napiszę jeszcze. Ale kciuki 3mać możecie i tak. :P

środa, 6 lutego 2013

Postanowienia noworoczne

   Zawsze miałam jakieś głupie, albo tylko słomiany zapał pod tytułem: zmienię WSZYSTKO w swoim życiu.

   Teraz mam już 30 lat (niestety...) i wiem, że wszystkiego naraz się nie da. Wybrałam więc 3 najważniejsze na ten rok sprawy. I to jeszcze tak, że każda jest dla kogo innego. :) Taka jestem zajefajna i myśląca o całej rodzinie, ha!

1. Nigdy, przenigdy nie uderzyć moich dzieci. Niestety w zeszłym roku zdarzało mi się czasem podnieść rękę na Antolka. :/ Qrde, te wzorce z dzieciństwa wyniesione odbijają się czkawką w dorosłym życiu... a najgorsze, że na własnych dzieciach. Postanowiłam uciąć to w zarodku, zanim mi w nawyk wejdzie. Także - żadnych klapsów, bicia w żadnej postaci. Jeśli poczuję, że mnie furia ogarnia - wychodzę z pokoju. Na razie działa, a już ponad miesiąc za mną. :) Jak wytrzymam do marca, to sobie funduję jakiś prezent motywacyjny. :) (to jest postanowienie dla dzieci)

2. Przestać przeklinać. Jak mnie nerwy poniosą, to średnio przebieram w słowach. Mój mąż mi to wypomina (i słusznie), postanowiłam więc zadbać o język. :) Za każde słowo, które mi się "wymsknie" wkładam do skarbonki 2 euro. Już 4 euro tam leżą... Co z tymi pieniędzmi się stanie? Jeszcze tego nie wymyśliłam, na razie kupiliśmy skarbonkę, której nie da się otworzyć bez zepsucia, więc nie ma pokusy, że sobie będziemy te pieniądze wyjmować ot tak. Te pieniądze, które "płacę" za przekleństwa idą z moich prywatnych zasobów "tylko dla mnie", czyli - na moje ubrania, na moje zachcianki, nie na jedzenie i potrzeby domowe. (to dla męża)

3. Znaleźć czas na jogę, min. 2 razy w tygodniu. Dobra - jestem mamą dwójki dzieci, zajmuję się też domem, czasem gotuję, sprzątam, bawię się z maluchami, chodzę na spacery, od czerwca wrócę do pracy... ale JA CHCĘ TEŻ MIEĆ WOLNY CZAS NA SWOJE PASJE! W ciąży znów wróciłam do jogi, choć niestety nie w takim wymiarze czasu, jaki bym chciała. I chcę to kontynuować. :) Także dwa razy w tygodniu Adam ma ogarniać dzieci sam, zabrać je na spacer czy coś, a ja w domu rozkładam matę do ćwiczeń i uskuteczniam Pierwszą Serię Asztangi. :) (i to jest postanowienie dla mnie). Jeśli mnie leń dopadnie i nawet te 2 razy w tygodniu nie zrobię jogi, to "za karę" prasuję mężowe ciuchy (15 sztuk za każdą przegapioną sesję!). Mąż w tym celu już gromadzi stos ubrań do prasowania, ale na razie nie daję mu satysfakcji. :D Chociaż... gdybym faktycznie olała którąś praktykę, to i tak coś pożytecznego z tego wyjdzie, prawda? :)

Musiałam do tych moich postanowień dorobić jakiś system motywacyjny, bo inaczej pewnie entuzjazm opadłby ze mnie gdzieś w okolicach końca lutego. ;) A tak na razie daję radę. :) I dam radę do grudnia, zobaczycie! Ha! :D