Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nostalgicznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nostalgicznie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2016

Bluza

   Pomagałam dziś przebierać się do snu mojemu marudzącemu Synowi (a powiem Wam, że straszna z niego miągwa :P) i składając jego bluzę w "kosteczkę" przypatrzyłam się jej uważnie.

   Duża jakaś.

   Spojrzałam na rozmiar na metce - 122cm.

   Seriously???!!! O.O

   Bosh.... Gdzie te dzieci tak rosną? Jestem z nimi codziennie, ale nie widzę, żeby się większe robiły. Niby dosięgają już do włączników świateł, i do klamek, i do kranu (Antek to nawet bez wchodzenia na schodek), wciskają najwyższy guzik w windzie (no dobra, Ala staje na palcach, ale kiedyś w ogóle nie dosięgała), ale jednak wydaje się, że ciągle są takie same...
   ... no, może bardziej pyskate. :P...

... ale żeby tak urosły??!

   I tak się zadumałam nad tą bluzą, nad czasem, przemijaniem, dorastaniem. Że to tak zleciało jakoś, i pewnie zaraz zleci drugie tyle.
   Że ten czas to jakoś tak przez palce przecieka i już nie wraca. I oni też już nie będą nigdy tacy mali.

   I tak mi się jakoś dziwnie zrobiło. Smutno? Nie. Raczej nostalgicznie. Aż sobie przypomniałam moje stare posty z tego bloga. Tyle czasu, tyle małych-wielkich problemów, które teraz mnie już tak kompletnie nie dotyczą. Dziwnie tak.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Nostalgicznie o tańcu

   To taki epizodzik był, ale zapamiętałam, więc piszę. Nie ma bezpośredniego związku z Antkiem ani z Kijanką. Chodzi tylko o mnie. O taniec. Że mi go nagle strasznie zabrakło.
   Kiedy byliśmy z Antolkiem na Tall Ship Races i pobliskim lunaparku, była tam taka atrakcja dla dzieciaków "Jungle madness", dla której efekty dźwiękowe robiła muzyka salsowa. Jejku! Jak mi się tego dobrze słuchało, aż nogi same chciały tańczyć. Aż mi się przypomniało Muchos w Poznaniu i te wtorki kochane, gdy tuż po pracy leciałam na autobus, żeby jak najszybciej być w ulubionej salso-knajpie. Tam mnie wszystkiego nauczyli od zera, za friko, i tam przetańczyłam wieeeeele wieczorów.
   A teraz tego nie ma. :( Z wielkim brzuchem to sobie mogę iść co najwyżej na jogę się zrelaksować. Salsowanie odpada. A nawet gdybym tego brzucha nie miała - to nie mam tu z kim iść. Bo salso-bar już jakiś czas temu znalazłam w Dublinie, jest w samym centrum miasta, nie sposób nie trafić. Ale samej tak... ech...
   Tęsknię za Poznaniem. Tak nagle i bez sensu. Za salsą. Za znajomymi stamtąd. Żeby tak móc wyjść na całą noc potańczyć... Głupie, nie? Ja tu zaraz rodzić będę swoje drugie dziecko, a salsa mi w głowie. Może właśnie dlatego?

sobota, 30 stycznia 2010

Nostalgicznie

Dziś jakoś mi smutniej niż zwykle. Złapało mnie za gardło poczucie samotności i puścić nie chce. Adam, zamiast być już tu i teraz, przyjedzie dopiero za 3 tygodnie. Siostra, rodzice - daleko. Siedzę sama w tym domu i zazwyczaj zajmuję się sobą: wyszywam, chodzę po zakupy, na spacery, oglądam zaległe filmy itd. Ale - ileż można?
   Chętnie zostawiłabym tą całą samodzielno-samotną egzystencję na tydzień czy dwa rozpieszczania mnie przez mamę. Pewnie po kilku dniach miałabym serdecznie dość jej rad i porad, do których ma ona talent. :P Ale jednak - zawsze to rodzina.
   I może faktycznie tak zrobię - zaraz po kolejnym USG (które mam 9 lutego) wsiądę w pociąg i zawinę do domu... Pewnie kota też ze sobą wezmę, bo co on tu pocznie sam przez tyle dni.
   Gdzieś podskórnie czuję chyba, że Adam już tu powinien być, bo taki był pierwotny plan... i nie ma go, więc tęsknię jakby bardziej niż zwykle.  :(