Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zęby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zęby. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lutego 2014

Od zębów do zębów

Dolne czwórki też już wyszły! :)

Wiem, że mnie ostatnio nie ma, że jak już notka to tylko paszczowa, o zębach. Ale zęby w życiu małego dziecka ważna rzecz, chcę to jakoś uwiecznić, mimo wszystko, mimo zalatania, nieogarniania itd.

Bo nie ogarniam ostatnimi czasy, naprawdę. :( Staram się trzymać fason, ale średnio raz w tygodniu łapię doła i wszystko mi opada do samej podłogi. Nie daję rady podołać wszystkiemu. I wiem też, że w sumie nie powinnam wymagać od siebie tego, ale jednak wymagam (pieprzony perfekcjonizm).

Żeby mieć czas dla dzieci na zabawę z nimi, i żeby ta zabawa była szczera, żeby czegoś uczyła, żeby to był dobry czas (jakąś godzinkę dziennie chociaż).

Żeby mieć czas dla siebie: móc zjeść w spokoju śniadanie, umyć zęby, pociągnąć tuszem oczy przed wyjściem do pracy, a wieczorem mieć czas poćwiczyć.

Żeby dom nie zarósł syfem i brudem: myć na bieżąco naczynia (wieczny problem w naszym domu), odkładanie rzeczy na miejsce (przede wszystkim ZABAWEK!), odkurzać choć raz w tygodniu, myć podłogę czasem (jak już sobie kupiliśmy tego płaskiego mopa z Viledy :P).

Żeby towarzysko jakoś się udzielać, mieć znajomych, zapraszać ich i być zapraszaną, żeby nie ugrzęznąć tylko między dziećmi, bo to tak strasznie odmóżdża na dłuższą metę...

Żeby do rodziny dzwonić jakoś w miarę regularnie (babcia tęskni za wnukami), pisać maile do przyjaciół w PL, coby wiedzieli, że jeszcze żyję...

Dużo tego, nie? Nigdy nie udaje się zrealizować wszystkiego,  a są dni, kiedy nie udaje się zrealizować zupełnie nic, bo mój poziom energetyczny spada na dno i mam ochotę tylko siedzieć i gapić się bezmyślnie w facebooka... Może to przesilenie wiosenne? Brak witamin? Deprywacja snu?

Prawda jest taka, że jest nam ciężko samym z Adamem zajmować się dziećmi, domem, pracować i jeszcze coś ponad to robić. Chodzimy oboje zmęczeni, w wiecznym niedoczasie, wiecznie osaczeni naszą dwójką, która CIĄGLE czegoś chce. Nie ma czasu pogadać w spokoju, pobyć. Kradzione chwile sam na sam jak na lekarstwo. Odkładanie na jakieś nieokreślone "potem" planów o trzecim dziecku (chyba byśmy ześwirowali doszczętnie teraz z kolejnym bobasem). Moje ciche marzenia o rozwoju zawodowym. Coraz "głośniejsza" tęsknota za ludźmi, za tańcem, za życiem bez rodziny...

Chyba jakiś kryzys mam zimowy, u progu wiosny.

wtorek, 28 stycznia 2014

Czwórki

Alutce się w końcu jakieś nowe zęby pokazały: dwie górne czwórki! Bosh... W KOŃCU! Szły i szły, i wyjść nie mogły, a młoda przez sen płacze, rzuca się po łóżku i, oczywiście, wisi na piersi pół nocy. Mam nadzieję, że teraz będzie chwila przerwy, zanim nastąpi atak kolejnych czwórek lub trójek...

Pół szczęki za nami.

piątek, 16 sierpnia 2013

Osiem

   Ala ma już osiem ząbków. :D

   Jest druga w nocy. Właśnie z mężem skończyliśmy dekorować tort dla Antolka. Good night. Fotki jutro.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Z czeluści niedoczasu

   Jestem ostatnio w wiecznym niedoczasie, ledwo co wyrabiam się z myciem zębów i jedzeniem, a co dopiero z pisaniem bloga na bieżąco.
   Dużo się dzieje, choć oczywiście - jak na ironię - jak mam teraz pisać, co i jak, to nic mi do głowy nie przychodzi. :/ Zacznijmy więc od rzeczy prozaicznych:

- Kto spostrzegawczy, ten zauważył, że na suwaczku ząbkowym Ali przybyło trochę nowych kłów. :D Dziubella ma już siedem zębów... w zasadzie to 6 i pół, bo siódmy dopiero co się przebił. ;) Alutka straciła przeto wdzięk małej Wampirzycy na rzecz coraz radośniejszego, pełnego uśmiechu. :D

- Za kilka dni Antoś kończy TRZY LATKA!!! Wow! Przysięgam, że poryczę się jak bóbr w tym dniu, bo ten wiek wydaje mi się taką cezurą pomiędzy wczesnym dzieciństwem a wchodzeniem w większą niezależność. Mój mały-duży chłopczyk! <3 Oczywiście szykujemy wielką imprezę urodzinową, zapraszamy sporo znajomych z dzieciakami, będzie tort ("w kształcie ciufci, mamo"), będą (w miarę zdrowe) smakołyki dla młodszych i starszych... Can't wait! :D

- Od września Antolek idzie do przedszkola... O.O Qrde, dziwne, nie? A sama go tam zapisałam! ;) Na razie idzie tylko na "pół etatu", a konkretnie na 3h dziennie. Przedszkole jest blisko nas, ma dość dobre opinie i to mi na razie wystarcza. Dodatkowym atutem jest fakt, że najlepszy kolega Antka - Tymek - też tam będzie chodził, więc chłopaki stawią czoła nowej sytuacji we dwójkę. Docelowo jednak marzy mi się nadal placówka Montessori, nawet mam już namiary na takową w mojej okolicy, ale będę badać grunt dopiero we wrześniu z zamiarem zapisania Antka na przyszły rok (wtedy moje dziecko będzie miało prawo iść tam bezpłatnie w ramach państwowego programu ECCE, teraz płacimy za te 3h). W każdym razie otwiera się nowy, ekscytujący rozdział w naszym i antolkowym życiu. Mam nadzieję, że będzie mu się podobało...

- Antolek ma swoją rośłinkę. :) A konkretnie posialiśmy tydzień temu na parapecie rzodkiewki w doniczce. ;) Dziabąg ma je podlewać i o nie dbać, a jak wyrosną piękne i duże, to je wspólnie zjemy i będzie super. :D Mina Antonia w dniu, gdy ziarenka wykiełkowały: ta radość, te emocje... Bezcenne!

- Antoś układa już bez pomocy puzzle z 14 elementów. :) Jestem o tyle dumna, że do całkiem niedawna ledwo-ledwo dawał radę z 4 puzzlami, a tu nagle taki progres... Wpływ na to może mieć fakt, że tata kupił mu puzzle ze Strażakiem Samem, na którego punkcie moje dziecko ma hopla z przerzutką. ;) Na urodziny znajoma obiecała mu kupić zestaw 36 klocków - zobaczymy, jak ogarnie coś takiego!

- Alicja uwielbia gołębie! Potrafi uparcie za nimi raczkować, gdy łażą po chodniku albo trawie w parku. Rozumie, gdy mówię "ptaszek" i robię "gru-gru".

- Alunia pokazuje paluszkiem, co chce albo gdzie chce, mówi "ta", czyli "tam" albo "tak", trudno zgadnąć. ;) Rozumie słowa "piłka", "piesek hau-hau", "pokaż język" (pokazuje! :P), "noga" (uczyliśmy ją schodzić z wysokości w bezpieczny sposób, czyli tyłem: "Najpierw noga, Ala, NOGA!!!"), bije brawo jak damulka (jedną rączką o wierzch drugiej ;)), rozumie "cycy".

- Ma totalnego fioła na punkcie Antka, jak go widzi, to aż piszczy z radości, nawet jak to tylko zdjęcie brata na oknie ;) Chce robić absolutnie WSZYSTKO, co robi Antoś (o vice versa, np. Antoś próbuje brać do buzi dziwne przedmioty, bo "Ala też tak robi").

A ja? Mi ostatnio spokojnie jakoś. Nawet jak się wkurzam na dzieci albo na męża, to jakoś to ogarniam, nie zalewa mnie fala rozpaczy albo wściekłości totalnej. Nikogo nie uderzyłam od baaaaardzo dawna. Cieplej między mną i Adamem, planujemy wspólnie spędzić 5 rocznicę ślubu BEZ DZIECI (mój pomysł), a to już w październiku. :) Nic spektakularnego się nie dzieje, ale też jakoś niczego takiego nie oczekuję. Za to chodzę na zumbę raz w tygodniu, planuję kupić karnet roczny na siłownię, żeby móc regularnie z dziećmi na basen chodzić (i na tą zumbę wtedy za darmo, w ramach karnetu), w tle gdzieś mi świta zrobienie w końcu prawa jazdy... Jest dobrze. Tylko czasu brak. Ale ze wszystkich braków w moim życiu ten akurat akceptuję.

czwartek, 20 czerwca 2013

Bez odbioru

Jeśli ktoś się zastanawia, czemu mnie nie ma na blogu, to spieszę donieść, iż komputer mi padł i nie chce powstać. :/ Internet co prawda mam w komórce, ale bloga z niej się pisać nie da niestety. Teraz do was stukam z tabletu mojego syna, a też średnia to przyjemność. Brak mi normalnej klawiatury, na której śmigam jak błyskawica. Zamiast niej mam teraz jakieś pitu - pitu jednym paluszkiem  na ekranie i to jeszcze z podpowiedziami słów, więc czasem jakieś głupoty wyskakują.

W najbliższy poniedziałek wracam do pracy. Buuuu... Wcale jakoś mi się nie spieszy, ale mus to mus. Mam nadzieję, że Ala zniesie rozstanie ze mną na pół dnia bez większych stresów, wszak zostanie z tatą.
Tymczasem z Dziubelli zrobił się mały wampirek,  bo wyrosły jej dwie górne dwójki,  ale bez jedynej. ;) wygląda to prześmiesznie! Dziuba odkrywa właśnie, że ma coś nowego w paszczy i namiętnie zgrzyta zębami. :/
Kupiliśmy dla niej ostatnio koraliki z bursztynu, które ponoć pomagają przy ząbkowaniu i muszę przyznać, że faktycznie coś jest na rzeczy,  bo młoda po raz pierwszy od niepamiętnych czasów przespała CAŁĄ NOC bez pobudki! :D Trzymajcie kciuki, żeby ta tendencja się utrzymała. ;)

poniedziałek, 27 maja 2013

Gdzie te jedynki?

Po dzisiejszej nocy, podczas której częstotliwość pobudek Alicji doprowadziła mnie na skraj załamania nerwowego, uznałam, że chyba idą zęby.

Najwyższy czas! Dolne jedynki mamy już od dawna, a nic nowego nie widać, chociaż pod dziąsłami już wyraźnie są zaznaczone górne jedynki i dwójki. No i faktycznie - jest nowy ząb! :D Ale jest to prawa dwójeczka... hmmm... A gdzie jedynki? Dziubella wprowadza jakiś niestandardowy rozwój uzębienia do naszej rodziny. ;) Ale podejrzewam, że cała góra "zejdzie" naraz, po prostu na razie wykluł się pierwszy z czterech zębolków.
   Trzy za nami, 17 do finału... ;)

środa, 17 kwietnia 2013

Zielono mi

   Ile brokułów można zjeść dziennie, gdy się jest na takiej beznadziejnej diecie, jak ja? Gdy człowiek jest mega-głodny, spragniony kalorii, witamin, ŻARCIA!!! Gdy każdy plakat Big Maca uruchamia moje ślinianki na nieprzyzwoity ślinotok.

   CZTERY! Cztery brokuły jednego dnia! Ale przynajmniej wieczorem szłam spać syta. ;)

   Dziś jabłko part 1. Eko-jabłuszka już dwa za nami, ja zjadłam, Ala pociumała trochę. Na razie szyja ok.

   Za to na bank idzie nowy ząb (albo dwa), bo znów w nocy śpi niespokojnie, kupy rzadkie i zielonkawe, po kilka dziennie. Ala marudna, na rączki chce, pcha do dzioba wszystko, co tylko jej się nawinie na drodze. I tak patrzę na te górne dziąsła, i patrzę, i pewnie na dniach tam coś białego zobaczę. ;)

   Pięć dni i lecimy. Prognozy pogody na Ibizę się nico pogorszyły od przedwczoraj, ale nadal będzie tam znacznie cieplej, niż w Dublinie. Myślami jestem przy pakowaniu, przeglądam rzeczy dzieci i swoje, wybieram, co się nada do zabrania a co kompletnie nie. Mąż jeszcze poszedł z Niuniem do centrum szukać jakichś wiosenno-letnich butków dla Antka, bo ze wszystkiego już wyrósł. Matko, czemu te dzieci tak rosną szybko... ;)

środa, 10 kwietnia 2013

Dwa

   Ząb drugi już się bieli! :D

  Dziwna sprawa - przy wyrzynaniu się pierwszego miałam kilka nocek prawie-że nie przespanych, bo Ala budziła się co chwila z płaczem, ciumkała, zasypiała, znów się budziła... Teraz śpi jak "niemowlę". ;) Znaczy - budzi się raz czy dwa na karmienie, ale poza tym śpi sobie w najlepsze. Hmmm... Jeszcze 18 zębów i mamy z głowy. :P

sobota, 6 kwietnia 2013

Czy ktoś widział wiosnę?

   Miałam tu tyle napisać: że robimy fajne "crafty" z Antkiem, że Ala zaczyna raczkować, że Dziabąg nauczył się normalnie trzymać nożyczki jedną ręką, że pisanki malowaliśmy, że zasialiśmy rzeżuchę, że Ala ma jakąś wysypkę pod szyją i ja jestem w związku z tym na mega-diecie (prawie nic nie jem, bo cholera wie, co ją uczula i czy na pewno to jest coś, co ja jem), że drugi ząb już widać pod dziąsłem...

... ale napiszę tylko, że od paru tygodni mam mega-doła, jestem przemęczona, niewyspana, nie mam czasu dla siebie, za oknem była jakaś spóźniona zima, potem jesień, teraz na szczęście wyszło słońce i chyba tylko z tej okazji w końcu znalazłam siłę i czas, by w ogóle coś napisać. Chodzę wku...wiona na wszystko i wszystkich, jestem na zmianę super-hiper-cierpliwa dla Antosia, a za chwilę wrzeszczę, że coś-tam przeskrobał (np. pociął żaluzje pionowe tymi nożyczkami nieszczęsnymi, jak go na 10 sekund z oczu spuściłam...).
   Czuję się fatalnie sama ze sobą. Sto tysięcy moich potrzeb jest totalnie niezaspokojonych, a mi brak energii, by troszczyć się non-stop o potrzeby moich dzieci (które potrafią się domagać, oj potrafią...).
   Ktoś jeszcze ma deprechę?

  Aha - mam możliwość wyrwać się na tydzień do "ciepłych krajów" (Ibiza), sama z dzieciakami, bo mąż już był w Brazylii i więcej urlopu na ten moment nie skombinuje. Lecielibyście? Z jednej strony chcę gdzieś, gdzie ciepło, słońce, zmiana miejsca, coś nowego... A z drugiej - jezu, znowu SAMA Z DZIEĆMI???? Ale oferta jest tania, potem już takiej szansy nie będzie pewnie do końca roku, bo teraz jeszcze nie pracuję i mogę sobie jechać gdzie chcę i na ile chcę... Sama nie wiem...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Słowo się rzekło...

... i oto dziś przebiła się ostatnia piątka. :D :D :D

Tydzień przed drugimi urodzinami mamy z głowy ząbkowanie! Hurrra! Oczywiście aż do momentu, kiedy mleczaki nie zaczną wypadać... mam nadzieję, że dane mi będzie zakosztować sporej przerwy pomiędzy tymi wydarzeniami. ;)

piątek, 20 lipca 2012

Jeszcze jeden!!!

   Dziś przy okazji dłuuuugiego i bardzo fajnego spaceru po parku (plus plac zabaw dla dzieci, plus szybki zakup 3 bagietek, plus karmienie kaczek i łabędzi przez pół godziny :P) udało mi się zajrzeć w paszczękę mojego dziecka i odkryłam tam DZIEWIĘTNASTY ZĄBEK!!! :D
   Dwudziestego nie widać, ale mam wrażenie, że jest tuż pod samą linią dziąsła i lada dzień się przebije.

   Fajny prezent na dwa latka Antosia - komplet uzębienia! :D

piątek, 25 maja 2012

"Cztery osiemnastki..."

   Ta piosenka jest tak beznadziejna, że aż fajna. :P I mi się jakoś skojarzyła teraz, bo Antolkowi przebił się osiemnasty ząbek! :) Czyli dwie piątki już za nami, dwie ciągle w domyśle. Druga piątka wyszła niepostrzeżenie, ten okropny epizod z krwawiącymi dziąsłami, który przerabialiśmy jakiś czas temu, był chyba zapowiedzią obu zębów. A może wszystkich czterech? Hmmm... Muszę uważnie wypatrywać białych punkcików w górnej części małej, kaczątkowej szczęki. :P

A dla tych, co nie wiedzą, o co chodzi z "cztery osiemnastki" - link do tej jakże debilnej piosenki. : http://www.youtube.com/watch?v=GKbTC8Z_EGc&ob=av3e

sobota, 28 kwietnia 2012

Techniczne sprawy

   Na wypadek, gdyby takie szczegóły komuś uciekły, a byłby ciekaw. :)

   Dodałam na górze nowe zakładki związane z kaczątkiem nr 2, zwanym nadal "kijanką" (bo może to jednak dziewczynka??? Pliiiiis!). Na razie za wiele nie ma w samych zakładkach, a to dlatego, że:
   a) w IRL USG robi się rzadko (no chyba, że się idzie prywatnie, to wtedy nawet co tydzień, ale po co?), więc na razie mam AŻ dwa zdjęcia, a następne dopiero w połowie maja,
   b) planowałam robić regularne zdjęcia brzucha, ale czasu już nie mam tak dużo jak dawniej, niestety. Do tego ostatnio mój aparat zaliczył "glebę" i jest popsuty, więc nie wiem, co dalej będzie z galerią brzuszkową (która leży zaniedbana już od dłuższego czasu...). Może po prostu popstrykam foty aparatem z mojej nowej-super-mega-hiper-wypasionej komórki. :P Zobaczymy, jaka będzie ich jakość.

    Także to tyle w kwestiach technicznych i około-ciążowych. Mam nadzieję, że po tym USG majowym jakoś bardziej uda mi się zaangażować moje posty w kwestie dziecka nr 2. ;)

---------------------

EDIT: Jest pierwsza piątka!!!! :D Dolna lewa piątka przebiła się już przez dziąsło, po prawej wydaje mi się, że na dniach też coś się pojawi. Jejku, jak dobrze - jeszcze 3 (lub dwa) ząbki i mamy na chwilę spokój z tym tematem! :D :D :D

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Trzon dramatu

  Wyrzynanie się zębów bywa bardzo dramatyczne, choć u nas nawet nie było tak źle, do czwórek włącznie. Owszem, Antoś budził się często w nocy z płaczem, ale on się budził często zawsze, więc trudno powiedzieć, że był jakiś wyznacznik ząbkowania jako takiego.
   W każdym razie 16 zębów za nami i już się cieszyłam, że tylko 4 do końca, że to już z górki i w ogóle. Nawet pisałam ostatnio, że te piątki to już tam idą, że coś tam widać, jakby się przebijały i że to już lada dzień.
   A tu lipa. :(
   Bo piątek jak nie było tak nie ma, za to rośnie nam liczba objawów około-zębowych. Ich natężenie także rośnie, ku mojemu przerażeniu.
   Zaczęło się w piątek, w dniu wyjazdu do PL. Antoś miał cały dzień podwyższoną temperaturę. Nic wielkiego, trochę ponad 37 stopni, ale cały czas i bez zmian. Był bardzo ospały, dużo się tulił, nie chciał się w nic bawić, praktycznie większość drogi samolotem przespał, dużo cysiał. Na wieczór daliśmy mu syrop przeciwgorączkowy (ku wielkiej rozpaczy Antka, bo on tego syropu nienawidzi i bardzo walczył, żeby go nie wypić, ale byliśmy zmuszeni zastosować środki przymusu bezpośredniego) i jako-tako noc minęła. Rano gorączka zniknęła i Antoś bawił się w najlepsze aż do poniedziałku, kiedy to gorączka wróciła, znów lekka, natężeniu 37,5 stopnia. I znów marudzenie, płaczliwość, ciągle do cysia, zero chęci do zabaw i biegania, dużo na rączkach chciał być i w ogóle przylepka. No ale ok, to był jeszcze "lajt".
   Od trzech dni Antka po prostu bolą dziąsła. Bolą, gdy je coś stałego, co łatwo je podrażnia. Owoce w kawałkach, mięso - wszystko nietknięte. Tylko papki i napoje. Cyc non-stop, także nocą. Dziąsła są opuchnięte niemal WSZĘDZIE, tam z tyłu, gdzie te piątki się wyrżnąć powinny - ślicznie i różowo. Za to koło trójek i na górnych jedynkach stan zapalny jak się patrzy, bolesność + krwawienie (przy myciu zębów). I ta gorączka znów, ostatnio dwa dni z rzędu po 37,4. Dodatkowych objawów brak, czyli raczej nie jest to żadna infekcja, przeziębienie czy coś takiego. Obstawiam wyrzynanie trzonowców. I jakaś wysypka Antkowi na brodzie wyskoczyła do tego wszystkiego. Jak nic w tym tygodniu idę do lekarza upewnić się, że to faktycznie dobry strzał z mojej strony i nic większego ponad te cholerne trzonowce nie ma.
   Największy dramat jest w nocy oczywiście, co pewnie dla żadnej mamy nie będzie zaskoczeniem. Antoś budzi się często, ciągle chce cysia, przez co ja znów nie dosypiam. Czasem nawet się nie wybudza do końca, ale płacze przez sen, co też mnie budzi. Śpi dużo. Ten ból i to wszystko razem wzięte musi go bardzo męczyć i obciążać cały organizm.
   Biedactwo. :( Niech te piątki już wyjdą, bo po prostu dramat jest straszny i już nie wiem sama, jak mam temu mojemu dziecku ulżyć.

czwartek, 8 marca 2012

Piątka

   Mam szczerą nadzieję, że po prostu wylezą wszystkie cztery naraz, bo nie wyrobię. :/ Antonio budzi się od paru nocy co chwila i urządza długie sesje nocnego cysiania, a ja nie dosypiam. Przez to chodzę rozdrażniona, krzyczę na synka i w ogóle jestem nie do życia.
   Bo idą trzonowce. A przynajmniej jeden na górze, po lewej stronie - tego widziałam na 100%, reszty paszczęki Antek mi nie pozwoli zbyt długo oglądać. Syropu przeciwbólowego też pić nie chce i urządza prawdziwe sceny histerii i rozpaczy, jak mu proponuję łyk syropu zamiast cysia. To frustrujące, mnie i jego. Dlatego mam szczerą nadzieję, że po prostu wyjdą wszystkie naraz i będzie święty spokój z zębami na dłuuugi czas. I że może w końcu dziecko mi pozwoli spać w nocy.

piątek, 6 stycznia 2012

Same piątki

   N i szesnaście zębów za nami. :) Wczoraj zauważyłam przebitą już "na wylot" ostatnią trójkę. Fajnie wygląda uśmiech dziecka z takim sporym uzębieniem, najfajniejsze są te kły właśnie i przedtrzonowce, dodają czegoś takiego... hmm... dorosłego?
    Przed nami tylko piątki. Na razie żadnej nie widać. Marzy mi się, że wszystkie cztery przebiją się jeszcze przed Antka drugimi urodzinami (czasu jeszcze jest sporo) i że to może pomoże na jego śródnocne pobudki. Gdzieś tam z tyłu głowy mam już plan przeprowadzki mojego dużego-małego bobasa do jego własnego łóżeczka, ale najpierw to łóżeczko trzeba kupić, zataszczyć do domu itd. Trzeba na to czasu, i pieniędzy. Na razie trochę brak nam obu. ;)
   Chyba żadne z nas trojga (ja, Adam i Antek) nie wysypia się już porządnie śpiąc razem na jednym barłogu, bo jest zwyczajnie za mało miejsca. Antek rozrósł się monstrualnie i zajmuje ogromną część łóżka (dodatkowo efekt ten potęguje tendencja do spania w poprzek łóżka, z nogami na twarzy taty :P), a my z Adamem, skuleni na brzegach, śpimy niespokojnie. Najlepsze z mojego punktu widzenia są te noce, gdy Adam jest w pracy, bo wtedy łóżko zajmują tylko dwie osoby i można się jakoś rozciągnąć wygodnie ;) Ale Adam też zasługuje na przyzwoite warunki, dlatego już rozmawiamy o tej wyprowadzce tak na poważnie. Może przed ukończeniem przez Antka 1,5 roku nawet dojdzie to do skutku, kto wie?
   Także plan jest taki: Antkowi się szybko wyrzynają piątki, kupujemy łóżko wraz z pościelą, przenosimy tam Antonia i on tam SAM ŚPI CAŁĄ NOC. I się nie budzi. Ale byłby wypas!

sobota, 26 listopada 2011

Biały kieł, piana i "coraz bliżej święta..."

   Choć ostatnia czwórka jeszcze się wyrzyna, to już idą dwa dolne kiełki, czyli trójki. :) Kacza mama cieszy się niezmiernie, bo to oznacza, że coraz bliżej do końca - zostało nam 6 zębów do magicznej dwudziestki.
   Dzieci to mają przekichane z tym ząbkowaniem, przysięgam.
   Na szczęście bobas znosi trójkowe wyrzynanie całkiem dobrze, nawet się oboje wysypiamy w ciągu nocy. Podejrzewam, że po prostu nie ma czasu zastanawiać się nad tym, czy go coś w dziąsłach boli czy nie, bo jest moc innych atrakcji.

   Otóż przeprowadziliśmy się. Przedwczoraj. HURA!!!

  Poprzednia klitka, którą przez ostatni rok zwaliśmy mieszkaniem, odeszła w zapomnienie. Teraz mamy dwie sypialnie (jedna w planach jako antkowy pokój, ale na razie w totalnej rozsypce, używany głównie jako pomieszczenie gospodarcze ;)), duży salon z jadalnią, całkiem fajną kuchnię i dwie łazienki, z czego jedna z mega wanną, w której Antek uwielbia się kąpać i pluskać, i generalnie w ogóle by z niej nie wychodził. Dodatkową atrakcją stała się PIANA, bo dolewam Antkowi płynu do kąpieli wprost do wanny i to się pieni! Antek jest zachwycony, bierze pianę w rączki, nakłada sobie na ciało, rzuca nią w powietrze (czasem też poza wannę, ale cóż...) i mówi "ana" (czytaj: piana) praktycznie przez całą kąpiel. Gumowe kaczuszki i tygrysek przestały go kompletnie interesować, nawet butelki nie są tak fajne przy kąpieli jak piana. :P
   Jak dobrze mieć w końcu trochę miejsca na te wszystkie wygłupy. Nawet wszechobecny bajzel nie rzuca się tak w oczy, bo można go rozwłóczyć na sporej przestrzeni i w zasadzie wygląda, że jest nawet czysto. :P Niemniej nadal jesteśmy w okropnej fazie rozpakowywania się (poprzednie 3 dni pakowaliśmy się i myślałam, że to jest okropne, ale to był pikuś! TERAZ jest wyzwanie dopiero!) i szukania miejsca na 1001 drobiazgów, które ze sobą przytargaliśmy.
   Znajomy, który nam to przewiózł samochodem, ze zdumieniem stwierdził, że nie ma zielonego pojęcia, jak my to wszystko daliśmy radę trzymać w tamtym mieszkaniu. Polak potrafi! ;)
   Antoś z nowym miejscem oswoił się tak szybko, że nawet nie wiem, czy w ogóle wystąpił jakikolwiek lęk przed nowym miejscem. Wielka wanna w łazience została odkryta dość szybko, podobnie jak wielka szczotka na kiju, z którą bobas biegał po całym domu, prawdopodobnie pragnąc pomóc nam w sprzątaniu. Latał z nią prawie cały pierwszy wieczór. :)
   Z tych przeprowadzkowych emocji nawet nie zauważyłam, jak do świąt został mniej niż miesiąc. A że przy okazji rozpakowywania wszelkich klamotów znalazła się też zeszłoroczna choinka, to czuję nagłą chęć przygotowań świątecznych. Już się zastanawiam, kiedy tą choinkę będziemy ubierać, co kupić w prezencie dla męża, jakie potrawy zrobimy...
  

wtorek, 25 października 2011

Jedenasty

   Płacz przez sen, powodowany najprawdopodobniej bólem. Płacz taki, że nawet cysiu nocną porą nie pomógł, potrzebne było wybudzenie, utulenie, próba podania paracetamolu i ponowna próba podania piersi, by Antek zasnął snem spokojnym.
   Jeden rzut oka w paszczękę mojego dziecka wyjaśnia wszystko: idzie nam jedenasty ząb, prawa górna czwórka.
   Ponoć czwórki są najgorsze, a ich wyrzynanie najbardziej bolesne dla dzieci. Jeśli to prawda, to w zasadzie pozostaje się cieszyć. Została nam tylko jedna jeszcze. Antosiu - trzymaj się dzielnie, skarbie!

środa, 7 września 2011

Tykanie zegara

  Moje ciało obudziło się do życia po prawie 2 latach przerwy, a było to wczoraj. Owulacja. Niesamowite, ale zdążyłam już totalnie zapomnieć, jak to jest. I że coś mnie brzuch dziwnie pobolewał/kłuł przez ostatnie 2 dni, to nawet nie skojarzyłam, że to TO, tylko myślałam o niestrawności jakiejś. ;P A tu proszę bardzo!
   Nie dalej jak parę dni temu zwierzyłam się mężowi, że ostatnio nachodzą mnie myśli o kolejnym dziecku, o byciu w ciąży. Że się oglądam za kobietami z widocznymi już ciążowymi brzuszkami i myślę sobie, że to fajne, że ja też tak chcę. Teraz już wiem, że umysł już coś-tam przeczuwał i dawał mi znać.
   Przez znajome blogi przelewa się powoli fala kolejnych ciąż. Coś czuję, że wkrótce mogę na tej fali popłynąć i ja. Bo czemu by nie? Dwuletnia różnica wieku między kolejnymi dziećmi byłaby w sumie w sam raz. No i ta perspektywa braku okresu przez kolejne ok. 2 lata... ;) Chyba się nie oprę. Już z Adamem na ten temat poważnie rozmawiamy, już sprawdzamy w kalendarzu, kiedy wypadają dni płodne i czy starać się już teraz-zaraz czy jeszcze odczekać chwilkę.
   Chyba nie sądziłam, że jakoś tak... hmmm... szybko to przyjdzie. Ta myśl o kolejnym dziecku. Antek pochłania mnie totalnie, a jednak serce jest pojemne i chętnie pomieści jeszcze jakieś małe istotki. :) Trochę mi dziwnie z myślą, że mam być znów w ciąży, ale tym razem już z jednym dzieckiem u mego boku, a potem mieć dwójkę i jakoś ogarnąć wszystko i nie oszaleć. :P Ale pamiętam też, że czułam coś takiego na początku ciąży, a potem wszystko potoczyło się tak naturalnie i bez fanfar, że pewnie teraz też bym się szybko zaadaptowała.
   Mój (na razie) jedynak śpi sobie smacznie za ścianą. Trochę popłakuje przez sen - to czwórki dolne się wyrzynają. Już je zaznaczyłam na suwaczku ząbkowym, żeby w ten magiczny sposób dać im do zrozumienia, że mają już wyjść i dać Antkowi spokój. Niech sobie śpi.