Od samego początku ciąży miewam sny. Co noc. Sny przychodzą jak dawno zapomniani lokatorzy mojej podświadomości, rozsiadając się wygodnie w głowie i zsyłając na mnie każdej nocy niezwykle realistyczne wizje. Wizje bardzo różne, często pokręcone, nierzadko straszne, przerażające. Wcześniej śnić zdarzało mi się raczej rzadko (lub też rzadko pamiętałam sen po przebudzeniu). Teraz śnię każdej nocy, a rano ciężko mi wybudzić się z fabuły, która tak pięknie rozrosła się pod powiekami.
Śnicie dużo?
Żaden ze snów jak dotąd nie dotknął nawet odrobinkę tematyki ciąży i dzieci. Śnią mi się morderstwa, pościgi, tańce, poszukiwania jakichś ludzi niczym z seriali detektywistycznych, rozmowy ze znanymi ludźmi, gwiazdami kina czy muzyki. Aż nie chce się wstawać...
Od wczoraj kluje mnie w podbrzuszu. Niby wiem, że to macica się rozkurcza i że mam się nie obawiać, ale jednak mi dziwnie z tym nowym dla mnie symptomem. Automatycznie pojawia się lęk: czy z dzieckiem jest wszystko dobrze? Czy to mu nie zagraża? Instynkt macierzyński: opieka i obrona potomka przed całym złem. Ponoć nie wszystkie kobiety to mają. Ja najwidoczniej mam.