czwartek, 13 stycznia 2011

Zwyciężczyni wyłoniona! :D

Przyznam, że naprawdę miałam dylemat. Dwa opisy podobały mi się w zasadzie tak samo i nie umiałam zdecydować, kto wygrywa. W rozstrzygnięciu pomógł mi głos doradczy męża, za co mu serdecznie dziękuję. :)

   Niniejszym ogłaszam, iż zwyciężyła Kacperkowa Mama!

Przede wszystkim za bardzo dokładny opis wszelkich czynności pielęgnacyjnych przed, w trakcie i po kąpieli oraz nienaganną polszczyznę. :) Serdecznie Ci gratuluję, kochana.

Dodatkowo chciałabym wyróżnić wpis Mamy Kini, który przegrał o włos - bardzo mi się podobał ciepły styl opisu i to, jak w każdej czynności kąpielowej staraliście się pomagać Kini zrozumieć, co się z nią dzieje i ułatwić jej te pierwsze chwile.

   Z waszych wpisów wynika dość jasno, że najczęściej kąpią nasze dzieciaczki tatusiowie. :) I zwykle jest to nadal tradycyjna wanienka dziecięca. Nieodłącznym elementem są też pieluszki tetrowe: do okrywania maluszków w trakcie kąpieli, żeby zminimalizować ewentualny dyskomfort, do wyłożenia na dno - antypoślizgowo, albo do wycierania maluszka. Jak mantra także powtarzają się podobne kosmetyki: Nivea, Bambino - te polecaliście najczęściej jako bezpieczne i skuteczne. Oswajanie z wodą często nie jest potrzebne - w końcu dzieci w brzuszku też pływały przez 9 miesięcy w wodzie, niemniej zawsze warto przy pierwszych kąpielach o spokój, powolne zanurzanie dziecka w wodzie, czasem dodatkowe okrycie, np. pieluszką albo ręcznikiem. I rozmowa z dzieckiem, wyjaśnianie mu krok po kroku, co się dzieje, co zaraz będzie. To głównie dzięki tym czynnościom maluchy są w kąpieli spokojne i radosne. :)

   Dziękuję wszystkim za wpisy.

czwartek, 6 stycznia 2011

Kto chce nagrodę? :) KONKURS!

Pamiętacie moje dziwne przygody z panią położną środowiskową? I jej rewelacje na temat kąpania chłopców? Albo nasze zmagania z tym, żeby Antolek nie płakał w kąpieli? Co przeżyliśmy, to nasze, a i Wasze podpowiedzi sporo pomogły. :)
   Także dziś, uwaga uwaga!, KONKURS! Wspólnie z Lovelą zachęcam wszystkie mamy i tatusiów, którzy czytają kaczątkowego bloga, do wypowiedzi na temat:

"Jak kąpać niemowlaka i w czym?"

   Jak dawaliście radę przy pierwszej kąpieli?
   Co się wam sprawdziło?
   Jak przygotowywaliście swoje "miejsce pracy" przed kąpielą, czyli miejsce do przewijania/wycierania maluszka?
   Jak wkładaliście maluszka do wanny?
   Jakie triki stosowaliście, żeby dziecko oswoić z kąpielą?
   A może wcale nie macie wanny, tylko wiaderko do kąpieli albo po prostu kąpiecie się razem z dzieckiem pod prysznicem/w wannie?
   Jakich kosmetyków używacie do kąpieli/po kąpieli?
   Które z nich są OK, a które uczulały?

   Piszcie jak najszerzej o swoich doświadczeniach kąpielowych. :) Dla najciekawszego wpisu przewidziane są nagrody. :) A oto i one:

Dodatkowo pluszak dla maluszka. :)

Na wasze wypowiedzi w komentarzach czekam do 12 stycznia tego roku włącznie. Pełen regulamin akcji można znaleźć TUTAJ.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Guliwer w krainie liliputów?

Producenci odzieży dziecięcej chyba nie są na czasie ze światem obecnym. Albo mój syn jest po prostu ponadprzeciętnym dzieckiem. Już pominę kwestie estetyki: dziewczynki=różowy i w kwiatki, chłopcy=bladoniebieski, opcjonalnie szarosinopapuciasty. :/ Dramat kolorystyczny. Ale ja nie o tym.
   Antolek dostał pod choinkę od "cioci" komplecik ubranek w rozmiarze 80. Na metkach jak byk stoi napisane: 12-18 m-cy. Tja, wolne żarty. Antek JUŻ nosi ten rozmiar, a jego wiek to doprawdy niecałe 5 miesięcy. Szok! Ja wszystko rozumiem, dzieci szybko rosną, ale żeby AŻ TAK??? Miał sporo fajnych ubranek 74cm, ale wszystkie jak jeden po świętach zostały spakowane do siatki "za małe". Wszelkie bodziaki i pajace i tak muszą być zawsze o rozmiar za duże, bo Antol jest długim dzieckiem i o ile rękawki to jeszcze ujdą, o tyle dopiąć w kroku się tych rzeczy nie da.
   No i mam zagwozdkę: czy to Antek jest mutantem wzrostowo-wagowym, że nosi rozmiary przeznaczone dla dzieci ZNACZNIE starszych od siebie, czy producenci nie nadążają za faktem, że obecnie dzieci rosną jakby bardziej, są odżywione, dowitaminizowane (już od życia płodowego) i rozwijają się z prędkością światła? Wiem wszak, że nie tylko mój synek ma takie zapędy do bycia wielkim bobasem (vide: synek Katariny). Dlatego w odstawkę tak naprawdę muszą pójść już wszelkie "niemowlęce" ubranka (np. rzeczone bodziaki i pajace), bo po prostu na większe rozmiary się ich nie produkuje. Wiadomo - starsze dzieci chodzą już w "dorosłych" ubraniach: spodenkach i bluzach. Więc i Antoś też je nosi. Choć bardziej z musu niż potrzeby. Bodziaki są takie wygodne, nie podwijają się pod pachy przy każdym wzięciu dziecka na ręce... No ale cóż, jak się już nie jest małym kaczątkiem, a wielkim kaczorem, to tak już widać musi być.

sobota, 1 stycznia 2011

Życzenia na Nowy Rok

Miało być o czym innym, ale jest w końcu okazja - minął rok. I teraz mogę już mówić, że urodziłam synka rok temu. :P I przez to on jakiś poważniejszy się wydaje, dojrzalszy. Sam chyba też tak czuje, bo zaczyna świadomie trenować przewroty na brzuszek, ku mojej wielkiej radości (choć na razie wychodzi mu tylko na boczek :P).

   Więc będą życzenia. Dla Ciebie, Antolku, na Nowy Rok. I dla Was wszystkich, żebyście mieli siłę i odwagę odkrywać nowe lądy na morzu swojego życia. :) A u dołu muzyczka do tego, by Turnau. Bo to on właśnie zaczął ze mną ten rok.

"SZUKAJ PRZYGODY"

Płyń, póki jeszcze krew śpiewa we skroniach
płyń w dal nieznaną, za nic miej lamenty
szukaj przygody w tajemnych ustroniach
i płyń z ochotą na morskie odmęty
Nie wiedząc wcale, gdzie teraz dopłynę
żagiel wichrowi podałem rozpięty
i na szerokość zmierzyłem głębinę
i wypłynąłem na morskie odmęty

Widziałem dzikie i piękne krainy
w niejednym przyszło mi tonąć odmęcie
wspominam wszystkie spotkane dziewczyny
ich cień unoszę na swoim okręcie

Szukaj przygody, nim wszystko przeminie
niech cię nie trwożą najdziksze odmęty
znajdziesz tam bajkę w odległej krainie
i wszystkie morza, i sny, i okręty

Choć zda się czasem, że niegdyś tam byłeś
brzegiem znikomym w bezkresów przezroczu
brzegiem, skąd okręt swój biały odbiłeś
i że sam siebie straciłeś już z oczu

Szukaj przygody, nim wszystko przeminie
niech cię nie trwożą najdziksze odmęty
znajdziesz tam bajkę w odległej krainie
i wszystkie morza, i sny, i okręty

I z muzyką: TURNAU

sobota, 25 grudnia 2010

Naciumkany

Antoś nie wykazuje przesadnego zapału jeśli chodzi o przemieszczanie się. Wiadomo - rodzice zawsze pomogą, poza tym 8,5kg ciałka to jest spory ciężar do dźwigania. Zatem nie możemy się na razie poszczycić sukcesami z turlaniem, a tym bardziej próbami pełzania (a wiem, że są maluchy, które już takie sztuczki mają w swoim najmniejszym z paluszków :P). Troszkę mi smutno z tego powodu, bo wiadomo - chciałoby się, żeby MOJE dziecko wszystko robiło najlepiej, najszybciej i było zdolniejsze od rówieśników. Ale nie zawsze jest tak, jakby się chciało.

   Zatem...

   ... patrzymy, co innego zmienia się u Antka. A właśnie dwa dni temu zaczęło się dziać coś ciekawego z piersiowego punktu widzenia. Otóż Antoś nie zasypia już zawsze z ciumkiem w dziobku (czytaj: zasysając pierś). Teraz moje dziecko kochane naciumka się do oporu, po czym spokojnie porzuca pierś i po prostu zasypia. Samo. Przytulone do mnie albo i wręcz odwrócone ode mnie główką w drugą stronę. Ha! Dziś dodał do tych wyczynów nowy update - zasnął kompletnie bez ciumka, po prostu przytulił się do mnie, gdy oboje leżeliśmy na łóżku, possał chwilkę paluszki swojej łapki i oczka same mu się zamknęły. Piękne to chwile z kilku powodów:
primo - wiadomo, więcej wolności w perspektywie dla mamy (czytaj: dla mnie :D);
secundo - jasny symptom "dojrzewania" bobasa do samodzielności w ogóle, a w zasypianiu w szczególe;
tertio - potwierdzenie faktu, że nie da się dziecka uzależnić od piersi i że dzieci w końcu same "wyrastają" z wiszenia przy cycku. :) Tylko czasu trzeba, czasu.

   I tym jakże ciekawym spostrzeżeniem kończę w pierwszy dzień świąt, z życzeniami dla wszystkich mam i ich maluszków, także tych przyszłych. :)

czwartek, 16 grudnia 2010

Fajny dzień

Qrcze, dziś taki dziwny i zupełnie nie-antolkowy dzień, że aż muszę się podzielić. :)

   Rano standardzik - pobudka o 7:00 (z tym, że w nocy tylko jedno przebudzenie na karmienie - cud!), potem 2h harców + poranna toaleta, potem 30 minut drzemki przy piersi, potem znów trochę harców, znów drzemka, potem spacerek w chuście i przy okazji zakupy spożywcze, w gratisie też drzemka krótka w chuście, a po powrocie do domu, czyli od 14:30 do godziny 19:00 Antol nie spał W OGÓLE. Wcale, ani trochę. Mało tego - w ogóle nie był marudny,senny, rozdrażniony, płaczliwy ani nic. Nic w ogóle - bawił się na całego, pozwolił mi zrobić cały obiad, zjeść go w spokoju, potem się poprzytulaliśmy, były tańce i piosenki i głupie zabawy, było jedzenie gazety :P przez Antka (bo tak fajnie szeleści i łatwo złapać łapkami, a wiadomo, że co do rączki to do buzi ;)), była kąpiel i dopiero po kąpieli i przystawieniu do piersi Antek padł, dosłownie w 5 minut. Jestem jeszcze w ciężkim szoku, ale jak najbardziej pozytywnym! :D I się tylko zastanawiam, czy to kolejny update pod tytułem "skończyłem 4 miesiące" czy chwilowy bonus.

   Cieszę się i taka zacieszona kończę tą krótką notkę. :)

wtorek, 14 grudnia 2010

Emigracja z bobasem

No i uciekliśmy z Polski na jakiś czas. Jak długi - tego nie wie nikt. Na razie próbujemy ogarnąć się w nowym miejscu, intensywnie szukamy czegoś do wynajęcia na dłużej i po prostu sobie żyjemy.
   Antoś pierwszy raz leciał samolotem! Obawiałam się tego chrztu bojowego, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo samolot nie zrobił na Antku najmniejszego wrażenia - zasnął sobie słodko wtulony w moją pierś i przespał cały lot. Nie zakłóciły tego słodkiego snu nawet start i lądowanie, nie rozproszyły go zmiany ciśnienia w kabinie, a także wkładanie Antola do chusty już po przylocie. :P Musimy tylko mądrzej zorganizować się w kolejce do samolotu, bo tutaj już tak różowo nie było - Antolek był śpiący, chyba także głodny, a przede wszystkim rozdrażniony późną porą, o której powinien już dawno spać, więc płakał i krzyczał dość mocno. Na razie nowych podróży lotniczych nie planujemy, więc na przemyślenia logistyczne w kwestii pory wylotu, karmień i drzemek jeszcze przyjdzie czas. Ale i tak uznaję ten pierwszy antkowy lot za sukces. :)
   Nowe miejsce też nie wywarło na moim dziecku specjalnego wrażenia. Ot, miejsce jak miejsce, byle była mama z tatą, ciepło i jeść. :P Chodzimy na spacerki zachustowani (wózka nie braliśmy, bo to kobyła ogromna i do samolotu się z tym tarabanić nie zamierzałam) i zupełnie nie marudzimy. :) A już ostatnio sądziłam, że mi się bobas obraził na chustę. A to nie tak, chusta jest jak najbardziej na TAK, ale tylko na spacer po świeżym powietrzu, bo w domu to lipa. :P Więc wiążemy się i siup na dwór. :) Kąpiemy się w prawdziwej "dorosłej" wannie, bo takiej małej dziecięcej tu nie ma, i Antoś się cieszy, że ma tyyyyyle miejsca na machanie rączkami i wierzganie nóżkami. A ponieważ bobas potrafi się już śmiać w głos, więc śmieje się i cieszy jak szalony, a ja pękam ze śmiechu, jak słyszę ten jego śmiech, bo jest przekapitalny! :D
   Zainwestowaliśmy w "elektroniczną nianię". W domu była niepotrzebna, bo tam i tak życie nasze toczy się w ramach jednego pokoju i gdy Antoś płacze, to wszystko słychać i można od razu reagować. Tutaj po wieczornej kąpieli i porcji ciumka Antoś śpi sobie w naszym pokoju, a my się "wyprowadzamy" do living roomu i pojawił się problem "a co, jak młody się przebudzi i go nie usłyszymy?" (bo po drodze są dwie pary drzwi). Niania sprawuje się świetnie, a ja mogę spokojnie posiedzieć przy kompie, herbacie lub pogadać ze znajomymi i nie biegać co 2 minuty do pokoju sprawdzać, czy dziecię śpi czy nie śpi. Także mam w końcu jakiś elektroniczny gadżet. :P