Niesamowite, jak dzieci jednak potrafią różnicować przyzwyczajenia w zależności od sytuacji. Gdy jestem pod tak zwaną "ręką", a Antek jest zmęczony, to aby go uśpić potrzebna jest moja pierś na dobranoc. Koniecznie. Gdy jej nie ma, jest lament i dramat. Wystarczyło jednak, bym poszła do pracy, a Antoś od razu i bez większych problemów nauczył się zasypiać w ciągu dnia na rękach u taty. Żadnych sytuacji wielkiej rozpaczy nie było ani razu - ot, dziecko rozumie na jakimś-tam swoim poziomie, że mama jest nieosiągalna przez pewien czas i musi radzić sobie bez niej. I sobie radzi, ku mojej wielkiej uldze (uffff....).
W pracy czas leci szybko i nie ma czasu na kontemplację tego, co tam się ewentualnie w domu dzieje, jak długo jeszcze do wyjścia itd. Uwijamy się przez te 4h jak w ukropie i nagle już jest 15:30 i można sobie iść. O 16:00 jestem już w domu. Na dzień dobry Antek rzuca się na... cyca, oczywiście. :P To taka jego wersja okazania tęsknoty i przywiązania, no i pewnie też jakiś głód za mlekiem. Ale śmieszne to trochę, że nie przybiega się przytulić, tylko od razu do piersi chce. Mały ssak. :)
Niestety idzie zima, jakaś zmiana czasu była parę dni temu i przez to wszystko mam poczucie, że nie ma mnie dla Antka znacznie dłużej niż te 5h. Bo jak już przyjdę o 16:00 i zjem obiad, to na dworze już ciemno. Ani za bardzo na spacer nie ma już jak wyjść ani nic, można tylko w domu siedzieć, a tu zaraz już kąpać się trzeba i spać iść. Mam poczucie, że ledwo wejdę do domu, już jest koniec dnia. Przez to wydaje się, że kompletnie nie spędzam czasu z własnym dzieckiem. W każdym razie jakiegoś takiego konstruktywnego, zabawowego, tylko jestem jakoś obok albo w trakcie czynności około-pielęgnacyjnych: mycie, kąpanie, ubieranie, usypianie.
Doba powinna być dłuższa przynajmniej o 6h, naprawdę. ;)
W związku ze zmianą czasu i naszym lotem do PL i z powrotem (tak, tak, udało się dotrzeć na kolejne wesele!), Antkowi się poprzestawiały godziny zasypiania i wstawania. Budzi się teraz PRZED 8:00 rano! Dramat. Już się tak przyzwyczaiła do tego, że gdzieś między 8:00 a 8:30 wstajemy, a tu nagle 7:00 i młody robi pobudkę! No co jest, kurcze blade? Do tego dochodzi niewyspanie, więc dziś np. zasnął nagle ni z tego ni z owego o 18:45, zanim w mojej głowie powstała myśl, że chyba czas iść się kąpać. Aż strach się bać, jaką to oznacza godzinę na jutrzejszą pobudkę, brrrr!
W pracy czas leci szybko i nie ma czasu na kontemplację tego, co tam się ewentualnie w domu dzieje, jak długo jeszcze do wyjścia itd. Uwijamy się przez te 4h jak w ukropie i nagle już jest 15:30 i można sobie iść. O 16:00 jestem już w domu. Na dzień dobry Antek rzuca się na... cyca, oczywiście. :P To taka jego wersja okazania tęsknoty i przywiązania, no i pewnie też jakiś głód za mlekiem. Ale śmieszne to trochę, że nie przybiega się przytulić, tylko od razu do piersi chce. Mały ssak. :)
Niestety idzie zima, jakaś zmiana czasu była parę dni temu i przez to wszystko mam poczucie, że nie ma mnie dla Antka znacznie dłużej niż te 5h. Bo jak już przyjdę o 16:00 i zjem obiad, to na dworze już ciemno. Ani za bardzo na spacer nie ma już jak wyjść ani nic, można tylko w domu siedzieć, a tu zaraz już kąpać się trzeba i spać iść. Mam poczucie, że ledwo wejdę do domu, już jest koniec dnia. Przez to wydaje się, że kompletnie nie spędzam czasu z własnym dzieckiem. W każdym razie jakiegoś takiego konstruktywnego, zabawowego, tylko jestem jakoś obok albo w trakcie czynności około-pielęgnacyjnych: mycie, kąpanie, ubieranie, usypianie.
Doba powinna być dłuższa przynajmniej o 6h, naprawdę. ;)
W związku ze zmianą czasu i naszym lotem do PL i z powrotem (tak, tak, udało się dotrzeć na kolejne wesele!), Antkowi się poprzestawiały godziny zasypiania i wstawania. Budzi się teraz PRZED 8:00 rano! Dramat. Już się tak przyzwyczaiła do tego, że gdzieś między 8:00 a 8:30 wstajemy, a tu nagle 7:00 i młody robi pobudkę! No co jest, kurcze blade? Do tego dochodzi niewyspanie, więc dziś np. zasnął nagle ni z tego ni z owego o 18:45, zanim w mojej głowie powstała myśl, że chyba czas iść się kąpać. Aż strach się bać, jaką to oznacza godzinę na jutrzejszą pobudkę, brrrr!