wtorek, 13 marca 2012

Po czym poznać, że zaczyna się II trymestr?

  Znów mi się chce. Seksu. Jogi. Zrobić coś dla siebie. Zmienić fryzurę, kupić nowe ciuchy.

  To jeszcze nie jest szał 5 miesiąca, gdy w poprzedniej ciąży będąc przegnałam całą moją rodzinę po okolicznych górach (ku rozpaczy mojej matki :P), ale jest lepiej, niż było. Wraca mi energia, więcej się śmieję, łatwiej relaksuję.
   W czwartek idę w końcu na swoje pierwsze USG. Tutejsza służba zdrowia działa zupełnie inaczej niż w PL, nie robią skanu co chwila. Prywatnie - owszem, ale gdzie by mi się chciało 100 euro płacić za zdjęcie pęcherzyka? Czekam więc dzielnie do czwartku z nadzieją, że zobaczę małego ludzika pływającego sobie w moim brzuchu i że WRESZCIE spłynie na mnie olśnienie i błogość, której niestety nadal względem tej ciąży nie czuję. Więc byle do czwartku. A potem JOGA. TAK! Moja karimata kurzy się w kącie za kanapą, czas dać jej popracować. :)

niedziela, 11 marca 2012

Karmienie piersią a ciąża

   Ponieważ w komentarzach pod ostatnimi notkami kilka razy pytano mnie lub zalecano mi, by przestać karmić piersią z powodu kolejnej ciąży, to chciałam o tym napisać osobną notkę. Żeby to jakoś uporządkować i dla szerzenia świadomości pro-piersiowej w ogóle. ;)

Jak to w końcu jest? Można karmić czy nie można? Są ponoć lekarze, którzy odradzają i każą odstawić dziecko, bo karmienie może spowodować poronienie ciąży. Bo oksytocyna się wydziela, a oksytocyna powoduje skurcze macicy...

Faktycznie jest tak, że podczas karmienia piersią pobudzenie sutków powoduje wydzielanie oksytocyny, która faktycznie, między innymi, odpowiada za skurcze macicy. Lekkie skurcze. Bo też dawki oksytocyny są niewielkie. Ta sama oksytocyna w niewielkich ilościach wydziela się podczas stosunku, kiedy jest nam bardzo fajnie. :) A przecież seks nie jest zakazany w ciąży. Dlaczego więc karmienie dziecka miałoby być? Dodajmy, że chodzi mi tutaj o zdrową ciążę, bez powikłań czy zagrożeń. Przy takiej ciąży seks zwykle też nie jest wskazany, i generalnie nic nie wolno, koncentrując się maksymalnie na podtrzymaniu nowego życia. Ale gdy czujemy się dobrze - droga wolna, zarówno dla łóżkowych igraszek jak i karmienia. Nawet czytałam ostatnio, że seks w ciąży nawet jest POLECANY, bo dobrze wpływa na samopoczucie kobiet, zacieśnienie więzi partnerskich, a i samo dziecko jest miło ukołysane w brzuszku mamy.

No to dlaczego są lekarze, którzy z miejsca każą odstawić dziecko, gdy chodzi o nową ciążę?

Smutna prawda jest taka, że studia medyczne W OGÓLE nie uczą przyszłych lekarzy, nawet pediatrów i ginekologów, o mechanizmach karmienia piersią. Z relacji znajomej, która ma koleżankę na studiach medycznych, wynika, że na całych studiach nie ma żadnych osobnych zajęć na ten temat, a podręcznik zawiera tylko jedną stronę na temat karmienia, i to tylko i wyłącznie mówiącą o fizjologii karmienia. Czyli jak to działa tak ogólnie. Niestety nie ma mowy o tym, jak radzić sobie z problemami przy karmieniu, jak długo można karmić dziecko itd. No i na pewno nie ma nic o karmieniu dziecka będąc w kolejnej ciąży. Tą wiedzę lekarze zdobywają na własną rękę, dokształcając się w temacie na seminariach, poprzez literaturę... albo też tego nie robią, bo ich to wcale nie interesuje. Ich wiedza jest więc często wiedzą potoczną, taką jak ma pani Kazia ze spożywczego i nasza ciocia Gienia. To, co usłyszeli od rodziny, znajomych... Często są to teorie nieprawdziwe, niestety, ale przekazywane pod przykrywką kitla lekarskiego stają się wyrocznią specjalisty. 

Zatem - karmienie w ciąży: tak, ale nie dla każdej mamy. Gdyby działo się coś niepokojącego z moją ciążą: plamienia, krwawienia, bóle, to pewnie z ciężkim sercem, ale odstawiłabym Antka. Ale czuję się dobrze, więc tego nie robię. Widzę, że on dalej potrzebuje tego cysiania, a przyszła siostra/brat bardzo ładnie współpracuje w tej materii. I żadnemu lekarzowi nic do tego. :P

czwartek, 8 marca 2012

Piątka

   Mam szczerą nadzieję, że po prostu wylezą wszystkie cztery naraz, bo nie wyrobię. :/ Antonio budzi się od paru nocy co chwila i urządza długie sesje nocnego cysiania, a ja nie dosypiam. Przez to chodzę rozdrażniona, krzyczę na synka i w ogóle jestem nie do życia.
   Bo idą trzonowce. A przynajmniej jeden na górze, po lewej stronie - tego widziałam na 100%, reszty paszczęki Antek mi nie pozwoli zbyt długo oglądać. Syropu przeciwbólowego też pić nie chce i urządza prawdziwe sceny histerii i rozpaczy, jak mu proponuję łyk syropu zamiast cysia. To frustrujące, mnie i jego. Dlatego mam szczerą nadzieję, że po prostu wyjdą wszystkie naraz i będzie święty spokój z zębami na dłuuugi czas. I że może w końcu dziecko mi pozwoli spać w nocy.

czwartek, 1 marca 2012

Nie na żarty

   Czy wiecie, jaka jest podstawowa wada karmienia dziecka metodą BLW (baby-led weaning, czyli samodzielnego jedzenia przez dziecko, bez etapu karmienia dziecka przecierami)? Nie, nawet nie bałagan w fazie początkowej. To da się ogarnąć wystarczającą ilością szmatek do podłogi w domu. :P Odkąd mam ich ponad 10, żaden bałagan pod stołem mi nie straszny (a jest i tak już bardzo mały w porównaniu z tym, co było, dajmy na to, w 8 miesiącu życia Antka).
   To fakt, że dziecko wyrasta na wielkiego żarłoka. :P
   Serio. Serio-serio.
   Apetyt mojego synka mnie ostatnio przeraża. Mnie i męża. Normalnie i po ludzku nie wyrabiamy z dostarczaniem naszemu pierworodnemu paszy. Ledwo wstanie od stołu po przyzwoitym śniadaniu, a już woła "mniam-mniam" i rozgląda się za przekąskami. Na obiad zjada czasem DWIE DOKŁADKI! O.O Domaga się kolacji, którą kiedyś omijał szerokim łukiem i zadowalał się mlekiem z piersi mamy. Teraz - nic z tego. Ma być kolacja i już. Chlebek z jakimiś fajnymi dodatkami, kasza z owocami albo TRZECIA DOKŁADKA tego, co było na obiad (o ile jeszcze jest z czego wziąć tą dokładkę).
   Wiem, powtarzam się, bo całkiem niedawno pisałam, jakie to moje dziecko wszystkożerne i w tej kwestii nic się nie zmieniło, ale częstotliwość i ilość spożywanych przez Antka produktów mnie po prostu przeraża. Gdzie on to mieści??! Oczywiście, nigdzie - dlatego kupy są teraz ze trzy razy dziennie. Ble. Kupy półtoraroczniaka to już nie jest taka sielanka jak kupy niemowlaka będącego tylko na mleku. Te nowe kupy NAPRAWDĘ śmierdzą, O-KRO-PNIE. Spychamy na siebie nawzajem z mężem przykry obowiązek przebierania Antolka, a dodatkowym czynnikiem utrudniającym jest fakt, że dziecko ucieka i nie za bardzo ma ochotę się przebierać albo spokojnie leżeć/stać, czekając, aż rodzic uwinie się z myciem pupy dwudziestoma chusteczkami nawilżanymi. :P
   Wiem, że jest pełno rodziców, którzy mają problem wręcz odwrotny, że biegają cały dzień za swoim dzieckiem z jedzeniem, starając się go przekonać do jednego choćby gryza. U nas jest odwrotnie - Antek biega za nami. ;) I wierzcie mi - to też jest frustrujące.
   Ale też poniekąd fajne. Fajnie, że dziecko lubi jeść, że czerpie z tego przyjemność, że lubi poznawać nowe smaki (ostatnio - pieczone krewetki z masłem i czosnkiem. Antek zajadał się nimi z upodobaniem, ku wielkiej rozpaczy mojego męża, który nienawidzi krewetek i uważa, że są obrzydliwe. Jego słowa do Antka przy obiedzie: "Ty jednak nie jesteś moim synem", oczywiście wypowiedziane żartem. :P).
   Żeby sobie jakoś ten ogromny apetyt dziecka zracjonalizować, postawiłam go wczoraj przy miarce. 90cm wzrostu. Czyli - od listopada urósł o 5cm. Masakra. Ja nie wiem - mam go już zapisywać do ligi NBA czy co? :P

wtorek, 28 lutego 2012

Żyjemy (nadal zmęczona)

   Jesteśmy, jesteśmy. Żadne ufo nas nie porwało i wszyscy mają się dobrze na zdrowiu i w ogóle. Tylko że mi się NIE CHCE. Nic. Leżałabym cały dzień i nic nie robiła. Marzenie! Pięć dni w tygodniu do pracy i z pracy, a potem pełen etat mamowy w domu, zakupy, zabawy, gotowanie, mycie, usypianie... No wiecie - rzeczywistość. :P
   Marzę o końcu pierwszego trymestru, bo mam już dość siebie takiej zmęczonej. Antek jest dla mnie wyjątkowo łaskawy i tak, sam biega po książeczki do czytania, nawet nie muszę się z krzesła podnosić, jak już na nim usiądę po przyjściu z tej pracy. ;) Ale i tak jest mi ciężko i na pisanie bloga jakoś już sił i czasu nie starcza. Cierpliwości.

niedziela, 12 lutego 2012

Zmęczenie materiału

   Znów czuję to ogólne zniechęcenie. Znów widzę wszędzie bałagan i Antka nieopanowaną rządzę rzucania i rozrzucania wszystkiego wszędzie. Znów nic mi się nie chce.
   Ciąża?
   Albo idzie jakieś Nowe. Zawsze, gdy już czuję przypływ frustracji związanej z tym, że nic-się-nie-dzieje-nuda, zaraz za rogiem czai się jakaś nowość, którą moje dziecko zaprezentuje lada dzień.
   Ale jeszcze nie.
   Na razie pogoda mnie wkurza i słońca mi brak, i nudzi mi się w domu, i się nie wysypiam, i w ogóle BLE!

czwartek, 2 lutego 2012

Wszystkożerca do szpiku kości

  Mam jadka w domu. To takie przeciwieństwo "typowego" niejadka. :P Antek jest klasycznym jadkiem. Je wszystko. Naprawdę. Może czasem nie są to ilości oszałamiające, które dorośli, ze swojej Wielce-Ważnej-Dorosłej-Perspektywy patrząc uznaliby za wystarczające do przeżycia :P, niemniej nie ma chyba rzeczy, której Antek by nie lubił.
   Warzywa? Proszę bardzo. Surowe, gotowane i smażone. Brokuły, marchewka, pieczony pasternak, groszek zielony, fasolka, ogórek (także kiszony), kapusta (także kiszona), sałata. Z tychże warzyw zupy wszelakie, jedzone samodzielnie przy pomocy łyżki... a czasem i łapkami, jak łyżka nie chce współpracować i wszystko z niej cieknie. Zupy kremy i zupy "z grudami". Pomidorowe, Minestrone. cukiniowe itp.
   Owoce podobnież. Jabłka i banany niemal codziennie. Do tego kiwi, cytrusy (najbardziej lubi sam sok wyciskać na naszej "cytrusiarce" i potem tenże sok pić), jagody (ulubione!), maliny (ulubione!), truskawki. Owsiankę z gruszkami i morelami. Suszone śliwki i daktyle oraz figi (najczęstsza przekąska między posiłkami).
   Pestki i orzechy. Przede wszystkim migdały, które Antek zjada w ogromnych ilościach. Sam je gryzie, ja tylko sparzam skórkę i obieram. Orzechy włoskie (to przez święta), pestki słonecznika i dyni, siemię lniane, sezam (jako posypka do owsianki albo element koktajlu bananowego). No i oczywiście masło orzechowe z orzeszków ziemnych oraz pasta tahini, z mielonego sezamu. Mniam, mniam i jeszcze raz mniam!
   Wafelki ryżowe na sucho? Proszę bardzo! Chrupki kukurydziane (które wg mnie nie mają żadnego smaku, ale Antek lubi). Bułeczka od mamy z pracy (tak zwane bajgle, takie z dziurką w środku). Pełnoziarnisty żytni chleb. Gofry robione przeze mnie w ramach kolacji, nawet na sucho. Tylko chleb jako taki, zwykły, jasny, jakoś mu nie podchodzi. :P
   Mięso. Każde. W całości. Razem z kością! Mąż zrobił pieczone skrzydełka w piekarniku, Antek zjadł dwa, razem z kostką... Masakra! On normalnie wgryza się w szpik i go wyjada, jak jakaś hiena czy inny padlinożerca! :P Wędlinki drobiowe i wieprzowe. Kabanosy. Parówki (ostatnio bez keczupu, choć wcześniej była faza, że keczup musiał być), "suchą krakowską". Bez różnicy.
   Ciasteczka. Z czekoladą i bez. Pierniczki posypane makiem. Lody o smaku ciasteczek (choć po dwóch łyżeczkach Antek stwierdził, że ma dość), ciasto marchewkowe made by me, itd. Słodkości się u nas je rzadko, tradycyjnie w weekendy i wg zasady, że co my jemy, to i Antek (o ile sobie zażyczy). Jedyna rzecz, jakiej do tej pory nie dostał, choć chciał, to wino, które piliśmy w Wigilię i na Sylwestra. No jakieś zasady trzeba mieć, nie?
   Nabiał, głównie w postaci jogurtów. Mleka nie dajemy, ma moje. Ostatnio odkryliśmy mleko ryżowe i na tym robimy pyszne koktajle z banana na śniadanie. Jogurty tylko naturalne + owoce dowolnego wyboru, zmiksowane i podane na świeżo. Słodzonym jogurtom nie ufam.
   No i jajka. Często na śniadanie. Ale tylko białko - żółka Antek nie lubi albo po prostu trochę jeszcze nie wie, co to jest, bo się kruszy w palcach albo rozpływa, gdy jajko jest na miękko, i nie wiadomo, jak to jeść. Więc oskubuje białko i żółty środek zostawia. No, jedna rzecz jest, której dzieć nie je. :P
    A on ma dopiero 17 miesięcy... I pamiętam, że był czas, że jadł bardzo mało, prawie wcale, i się martwiłam po cichu, ile taki stan rzeczy może jeszcze potrwać. Nigdy nie zmuszałam, nie karmiłam na siłę, nie bawiłam się w samolocik lecący do buzi. Jakoś samo przyszło. Dziecko dorasta i zaczyna potrzebować większej ilości paszy, poza mlekiem mamy. Fajnie, że miał przez ten czas okazję spróbować tak wielu różnych rzeczy, w tym curry na przykład. :D I że generalnie jest na TAK, jeśli chodzi o jedzenie. Teraz to już sam prosi: z rana biegnie do kuchni i przywołuje nas swoim "niam-niam", żądając śniadania. Fajnie. :)
   Gdyby nie te kości...