Nie wiem, jak wy, ale ja rezygnuję z kupowania kolejnych Bardzo-Niezbędnych-Edukacyjnych zabawek dla dzieci. Powód - Antek wcale nie chce się nimi bawić. Ma kilka różnych grzechotek: krówkową, okrągłą; pieska, który dzwoni i pieska-pacynkę, gumową zeberkę i tygryska do kąpieli, grającą melodyjki krówkę, lewka wibrującego i konika, dwa gryzaczki...
... a i tak najchętniej lubi się bawić opakowaniem chusteczek do pupki, bo jest fioletowo-żółte i bardzo fajnie szeleści. :P Kapciami mamy - bo mają fajną srebrną klamerkę. ;) Dowolnym kawałkiem papieru, a najlepiej książką, którą mama czyta. Komputerem taty (kompletnie zabroniona zabawka, przez co bardzo atrakcyjna), komórkami obojga rodziców (ma też swoją, ale nie wzbudza jego zainteresowania tak bardzo, jak nasze :P). Wszelkie buteleczki i pudełeczka z kremami, balsamami do ciałka itd. Filiżanka z czarnym wzorkiem. Kubek mamy. Butelka po coca-coli i karton po soku (może być też z sokiem w środku, wtedy jest ciężki i trzeba trochę pokombinować, jak go złapać).
Macie tak? :)
Przestałam się już dziwić i wyszukiwać zabaweczki w sklepach - które na dobrą sprawę i tak są robione na jedno kopyto. :P Fajniejsza do zabawy dla Antka jest zwykła łyżeczka od herbaty i już. W zasadzie to miło ze strony mojego maluszka, że jest taki przezornie oszczędny. No i faktycznie mądrzejsze to. Niech dziecko poznaje przedmioty codziennego użytku, z którymi będzie się stykał przez całe swoje życie, zamiast potrząsać jakąś kolorową, plastikową grzechotką w nieskończoność. :P
... a i tak najchętniej lubi się bawić opakowaniem chusteczek do pupki, bo jest fioletowo-żółte i bardzo fajnie szeleści. :P Kapciami mamy - bo mają fajną srebrną klamerkę. ;) Dowolnym kawałkiem papieru, a najlepiej książką, którą mama czyta. Komputerem taty (kompletnie zabroniona zabawka, przez co bardzo atrakcyjna), komórkami obojga rodziców (ma też swoją, ale nie wzbudza jego zainteresowania tak bardzo, jak nasze :P). Wszelkie buteleczki i pudełeczka z kremami, balsamami do ciałka itd. Filiżanka z czarnym wzorkiem. Kubek mamy. Butelka po coca-coli i karton po soku (może być też z sokiem w środku, wtedy jest ciężki i trzeba trochę pokombinować, jak go złapać).
Macie tak? :)
Przestałam się już dziwić i wyszukiwać zabaweczki w sklepach - które na dobrą sprawę i tak są robione na jedno kopyto. :P Fajniejsza do zabawy dla Antka jest zwykła łyżeczka od herbaty i już. W zasadzie to miło ze strony mojego maluszka, że jest taki przezornie oszczędny. No i faktycznie mądrzejsze to. Niech dziecko poznaje przedmioty codziennego użytku, z którymi będzie się stykał przez całe swoje życie, zamiast potrząsać jakąś kolorową, plastikową grzechotką w nieskończoność. :P