czwartek, 17 listopada 2011

Genialne dziecko mam?

   Ostatnio jestem w jakimś obniżonym nastroju, wszystko mnie męczy i denerwuje. Nawet sama nie wiem, czemu. Przekłada się to straszliwie na moje postrzeganie i relacje z Antkiem. Nie cieszy mnie przebywanie z nim tak, jak dawniej. Najbardziej chciałabym, żeby bawił się sam i dał mi przysłowiowy "święty spokój". Patrzę na niego i mam wrażenie, że jest jakiś dziki, nieogarnięty, nie umiem go zrozumieć ani do niego dotrzeć, nie dogadujemy się. On ciągle wszystko rozwala, niszczy, rzuca gdzie popadnie, a ja chodzę i zbieram za nim ten syf. Moje życie sprowadziło się do mobilnej sprzątaczki. Próbowałam już tłumaczeń i pokazywania, mam wrażenie nawet, że powtarzałam i pokazywałam już tak wiele razy, że za kolejnym trafi mnie po prostu szlag. Chyba nawet już mnie trafił. Ostatnio nawrzeszczałam na Antka, bo próbuje zjadać kredki, które dałam mu do rysowania. Potem poczułam się winna i wyrodna, a na końcu dałam mu te kredki z powrotem do "zjedzenia" w nadziei, że jak już je obgryzie i obślini z każdej strony po sto razy, to może nawet zacznie nimi też coś rysować. Na razie bez efektów. Tylko muszę kupić temperówkę, bo rysiki już wszystkie są zjedzone we wszystkich kredkach.
   Jakiś czas temu zaczęłam z Antkiem powoli wdrażać czytanie globalne metodą Domana. Najpierw trochę było szarpania się z tym, potem wypracowaliśmy jakiś własny schemat działania, ale ostatnio Antek nie jest totalnie zainteresowany czytaniem wyrazów, a ja czuję, że poniosłam jakąś porażkę. Książkę Domana się tak fajnie czyta - jak on tam pisze o tych dzieciach, o ich wielkim potencjale i pędzie do wiedzy wszelakiej. Że każde dziecko jest potencjalnym geniuszem i trzeba w dzieciach ten geniusz pielęgnować, rozwijać go, dawać dziecku jak najwięcej okazji do poszerzania wiedzy w różnych dziedzinach, także w czytaniu, matematyce, nawet z niemowlakami. Kurcze - tak się w tym zaczytałam i już miałam przed oczami ten piękny obrazek, jak Antoś czyta i się cieszy, że coś fajnego, nowego poznaje, że to będzie taka nasza dodatkowa zabawa codzienna, oprócz biegania bez sensu w kółko, rzucania piłką i rozwalania klocków po całym pokoju. Ale jednak mój syn preferuje tamte czynności, a czytanie wyrazów ma... no... właśnie TAM. A dziwne to tym bardziej, że książeczki bardzo lubi, gdy mu czytać, tylko tych wyrazów właśnie, które tak chciałam mu pokazywać, to nie lubi i nie chce. Antonio preferuje aktywność typu "crash, kill and destroy". Wyłącznie.
   Gdzie jest ten mały geniusz, do cholery? Bo coś go nie widać!
   Ale tak naprawdę to obwiniam siebie. Zaniedbania jakieś wychowawcze? Za mało ambitna stymulacja? Infantylizowałam swoje własne dziecko, to teraz mam? Qrde, matki są porąbane i zawsze winią siebie i swoje za małe starania, ja wiem, ale jednak... Jak mogę winić tego małego człowieczka, przecież on jest cudowny  i w ogóle, to mój mały synek! I NA PEWNO jest bardzo mądry i ma ogromny potencjał, ale ja po prostu nie umiem go zauważyć, wydobyć...
   Nic już nie wiem. Źle mi i już.
   Z tego wszystkiego zamówiłam kolejny zestaw do nauki, tym razem matematyki, wg Domana. Klin klinem. Jak nie czytanie, to liczenie. A jak nie liczenie, to rzucam to w diabły i będę realizować średnią statystyczną interakcji z dzieckiem, czyli: klocki, autka i spacerki. I misie.
   I tylko dlaczego ta perspektywa mnie nie cieszy?

26 komentarzy:

  1. Droga autorko,
    Chwilowa "rozklapicha" emocjonalna to typowa reakcja na stres związany z wszechogarniającym natłokiem informacji o potrzebie rozwijania potencjału naszych dzieci. Myślę, że nie ma matki, która nie przechodziłaby przez tę fazę ;-)). Masz prawo się tak czuć i jest to normalne.
    Twój maluch ma dopiero roczek z kawałkiem i czynności, które go cieszą są tak naturalne, potrzebne mu w rozwoju i wcale nie stawiają go w gorszym świetle w porównaniu z dziećmi "ambitnie stymulowanymi". Każdy szkrab jest inny i każdy intensywnie "pracuje" nad swoim rozwojem, ma swój indywidualny plan - nie zawsze zbieżny z naszym. Szkoda frustracji i nerwów na forsowanie tego co nie sprawia mu przyjemności. My też przerabialiśmy Domana przez pół roku - mimo sukcesów przeszliśmy wyłącznie na metodykę Montessori i widzę jak dziecko mi rozkwita. Może warto cisnąć Domana w kąt i wykorzystać naturalne zainteresowania synka, by wprowadzić pewne elementy edukacyjne. Obserwując dziecko i wychodząc mu na przeciw - zaspokoisz jego potrzeby i uwolnisz się od presji posiadania "genialnego malucha" czego serdecznie Ci życzę ;-)
    Trzymam kciuki za szybkie wyjście z "matczynej chwilówki"

    Ciepłe pozdrowienia
    Ewa i spółka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, czytam cię już dawno, ale jakoś nie komentuję...teraz jednak, w obliczu tego co napisałaś, mam ochotę zaproponować ci symultaniczno-sekwencyjną metodę czytania p. prof Jagody Cieszyńskiej i serię jej książeczek "Kocham czytać"-nie będę tu jej opisywała-jeśli jeszcze o niej nie słyszałaś, to poszukaj w sieci -m.in: sylaba.info cieszynska.pl(świetne wytłumaczenie tej metody, jej podstaw teoretycznych, a także praktyczne wskazówki znajdują się w książce autorstwa p. Cieszyńskiej pt. "Nauka czytania krok po kroku")Jako pedagog i logopeda i matka syna(16 miesięcy:)-serdecznie polecam!!! ps. sama wkrótce zamierzam zakupić książeczki dla mojego Michałka pozdrawiam weronika

    OdpowiedzUsuń
  3. troszke masz cos ze mnie.. mam to samo, tylko moja córa uwielbia czytac, uczy sie liczyc, ahh coja mowie, umie liczyc do 10, co jest nie do uwierzenia.. ale cos tam z tych ksiazeczek potrafi.. najwiecej jednak uwagi w sprawach edukacyjnych poswieca jej babcia.. nie ma co;)

    OdpowiedzUsuń
  4. aha i widze ze masz mnie podpisana Nasza trzyosobowa rodzinka, yulko ze ja sie tak nie podpisuje.. umialabys mnie zmienic na Mama Kini;)

    OdpowiedzUsuń
  5. dlaczego nie pozwolisz dziecku po prostu byc soba? wiesz, dla mnie to juz wyglada troche na chore- masz jakies wielkie ambicje i chcesz, by antek je spelnial. moj patryk ma 16 miesiecy i malom mowi, to co, mam zadreczac tym siebie i jego? wez wrzuc na luz, nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu. mam troche takie wrazenie, ze chcesz cos zrobic na sile, daj dziecku byc dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Ewa: straszliwie to ironiczne ze strony losu, że Twój komentarz jako pierwszy się pojawia pod tym postem, gdyż to z Twojego bloga między innymi czerpałam inspirację do inicjowania Domana. :P I przy próbie porównania naszych obu Antków, mój wychodził jakoś "gorzej" rozwojowo i się zaczęłam wkręcać, że coś robię bez sensu albo za mało, albo za mało ambitnie itd.

    Dziś już mi trochę lepiej, przynajmniej teraz, wieczorową porą, kiedy synek jest już po kąpieli i siedzi sobie u mnie na kolanach, jak to piszę. Wieczorami w ogóle jakoś łatwiej mi się ogarnąć i wrócić do równowagi. Mam nadzieję, że taki stan zostanie ze mną do jutra.

    Ale mi tego Domana jakoś żal. Że to nie wyszło. Się naczytałam entuzjastycznych relacji innych matek, których dzieci ponoć z uśmiechem i radością czytają i liczą globalnie, a u nas akurat to nie wyszło. :( Muszę jakoś żałobę za tym czytaniem przeżyć. ;)

    Montessori do mnie przemawia także, ale na razie jesteśmy w fazie przed-przeprowadzkowej i zacznę jakoś tak na poważnie jak już będziemy na nowym mieszkaniu. Na razie staram się sporo czytać na ten temat, mam dwie książki, przeglądam fora i blogi o tej tematyce. Zobaczymy, co z tego w praktyce wyniknie. :)

    @Weronika - o tej metodzie słyszałam i czytałam, ale po porażce z Domanem na razie chyba nie chcę się pakować w nic nowego. Muszę odpocząć, Antek chyba też. Potrzebne nam wakacje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Mama Kini: Nazwa zmieniona. :) Ta, która była wcześniej, generowała się automatycznie z Bloggera. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiadomość jest wysłana w celach informacyjnych , jeżeli uznasz ją za spam -usuń.
    Zapraszamy do udziału w konkursie firmy AKUKU, która daje możliwość wygrania 500 zł. Wystarczy napisać notkę na swojej stronie, aby zakwalifikować się do konkursu.
    Więcej na : http://akuku-akuku.blogspot.com/2011/09/konkurs.html

    Zespół Akuku

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypomina mi się błogosławiona koncepcja Wystarczająco Dobrej Matki, zamiast Matki Idealnej:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tam, oj tam... ja też porobiłam napisy, mieliśmy się uczyć czytać. Parę dni nawet dziecko raczyło wykazywać zainteresowanie, a potem przeszło i mi i Młodej ;)
    Pewnie, że fajnie, jak taki maluszek czyta, ale w sumie... ja czytałam w okolicach 4 roku życia bez specajlnych zabiegów ze strony rodziców, więc może u nas też "samo" wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak..., koleje losu bywają przewrotne ;-) Grunt to być otwartym na zmiany i pielęgnować w sobie pewną "elastyczność adaptacyjną".

    Z pierwszym dzieckiem z reguły najtrudniej o dystans. Ja mam tę przewagę, że Antoś jest moim drugim dzieckiem ;-) A obserwując rozwój Kuby nabrałam pewności, co do przekonania, że dziecko ma swój plan i nie da się go przyspieszyć, obejść czy pójść na skróty ;-). Największym wrogiem jest nasza ambicja, gniew i pycha. Odczuwamy ja wszyscy, chociaż, nie wszyscy mamy odwagę wyjść z tymi uczuciami z ukrycia ;-). A jak widać czasami warto, bo to uwalnia negatywne emocje i skłania do refleksji. Twój post pomógł mi skierować odrobinę swoje myśli na tor autorefleksji ;-) Dziękuje.

    Co do Domana, nigdy nie jest tak, że wszystko wygląda jak na reklamowym obrazku. W początkowej fazie też byłam zachwycona, później przyszła refleksja. Co ja robię? Dlaczego odzieram dziecko z możliwości odkrycia czytania dla siebie?. Depcze jego prawo wyboru. Napędzam się, stresuje i padam na przysłowiowy "dziób" przygotowując materiały!!!! Skupiłam się na Antku i jego obserwacji i to on zaczął dyktować warunki. Przestałam układać dzień pod sesje i od razu wszystkim nam ulżyło.

    Prawie 1,5 roczna lektura pozycji napisanych przez Montessori i wszystkiego co wpadło mi w ręce dała mi silne fundamenty by wierzyć, że dziecko to nie materiał, który można obrabiać i formować według własnych potrzeb. Wszystko czego dowiedziałam się o dzieciach z obserwacji Mari Montessori zbiegło się z moimi obserwacjami poczynionymi w trakcie rozwoju Kuby.

    Oczywiście są dzieci, którym program Domana służy, są takie, które czytają jak np. słodki Eaton Marty z Early Learning with Marta and Eaton.

    Nie czuje potrzeby by moje dziecko musiało czytać w tak wczesnym wieku. Korzystamy z Cieszyńskiej i Montessori - ale w formie zabawy i raczej jako ćwiczenia osłuchowo- logopedyczne ;-) i jest super. Polecam pracę z kartami 3-częściowymi Montessori to prawie jak bity u Domana - ale dają dziecku szansę na wybór tematyki i tempo pracy ;-)

    Ale przede wszystkim cieszę się, że już Ci lepiej. Żebyś wiedziała ile maili kumulujących moją frustracje napisałam już w głowie!!! Zawsze jednak, tak jak Ty, spoglądam pod koniec dnia na moje maluchy i wszystko jakoś uchodzi i wraca do normy....

    Pozdrawiam serdecznie
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. czytam i nie moge sie doczytać, o co chodzi z ta Ksiązka Domana? możesz mi podesłac jakiś link?
    Co do zmęczenia łacze sie w bólu, ale to przejdzie jak tylko nasze dzieci wyjdą z tego etapu zycia ;)
    a tutaj nowe namiary do mnie :
    http://dzieckonieplodnej.blox.pl/html
    Pozdrawiamy Kasia z Alankiem

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze, przy Tobie to się człowiek kompleksów może nabawić! Metoda Domana, prof Jagody Cieszyńskiej, Montessori. Nauka czytania, liczenia i może już pisania! Antoś nie ma jeszcze dwóch lat- ja wiem, że czym skorupka za młodu i tak dalej, ale może to za wcześnie, może Antoś nie jest jeszcze gotowy? mam wrażenie, że świat teraz oszalał a my matki razem z nim. Czy kiedyś rodzice szukali tylu metod na rozwój swoich dzieci? Czy z tego powodu ucierpieliśmy? Ja nauczyłam się czytać gdy miałam 3-4 lata(zdania są podzielone tato pamięta co innego, mama co innego :)) ) Nie "ćwiczono" mnie jakąś specjalną metodą jedynie czytano i czytano i jeszcze raz czytano. Kochana! Jesteś cudowna mamą! Ale wyluzuj. kto to nie raz mi pisał, że każdy bobas inny i każdy rozwija się w swoim tempie? No kto? :0) uszy do góry!

    www.margolaireszta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. moim zdaniem przesadzasz. Pozwol Antkowi uczyc sie i rozwijac we wlasnym tempie, nie narzucaj mu niczego. On ma dopiero 16 miesiecy.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Każde dziecko jest potencjalnym geniuszem..."
    Buhahahahahahahahahahahaha!
    Mniemam, że Doman jest Amerykańcem, bo tylko oni potrafią takie kity ludziom wciskać.
    Daj dziecku się rozwijać i przyuczaj go do porządku powoli, jak się da.
    Czytanie w wieku 16 m-cy..
    Szkoda, że na fizykę go nie zapisałaś...

    Susie

    OdpowiedzUsuń
  16. Powoli, nie stresuj się i nie przestawaj stosować metody Domana. Jestem studentką pedagogiki i wiem, że ta metoda jest bardzo dobra. Może Twoje dziecko po prostu nie jest teraz w nastroju do "nauki" albo nie jest jeszcze gotowe do tego. Ćwicz z nim regularnie, a jeżeli widzisz, że nadal nie przynosi to żadnych efektów przestań na tydzień, dwa i od początku spróbuj. Twój synek w końcu "załapie" o co chodzi i z chęcią będzie uczył się nowych słówek.
    Życzę Ci powodzenia i poddawaj się :)

    GosieK

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak tak czytam o Twoich metodach to mam ochote tak samo postepowac, a pozniej patrze, ze ja jednak nie mam az tyle cierpliwosci, z jednej strony ciagle wdrazamy metode jedzenia BLW (czy jak to tam) teraz czytam o tym nauczaniu i tez chce z tego skorzystac, tylko czy mi starczy sil w takim nauczaniu...

    A Tobie zycze mniej sprzatania, albo sprzatania raz dziennie. Metoda BLW cie nie zniechecila to dlaczego co innego ma to robic?

    OdpowiedzUsuń
  18. ale przecież dzecko musi mieć czas na zabawe na wyszalenie sie spalanie energi a nie jakiejs nauki przerażenie jak dla mnie ja tam wole stymulować dziecko do zabawy wymyslac i w towplatac ewentualna naukę.

    OdpowiedzUsuń
  19. olguśka: Najpierw poczytaj troszkę o tej metodzie, zanim zacznie Cię przerażać. Bo ta nauka zajmuje dziennie max. minutę. Więc Antek nie jest torturowany, czasu na inne aktywności ma pod dostatkiem. :)

    Paulina: Dzięki za życzenia. :) BLW w naszym przypadku jest bardzo naturalne i kompletnie sobie nie wyobrażam teraz innego sposobu. A Domana może pociągniemy w jakimś późniejszym czasie, jak Antek skończy dwa latka albo trzy... A na razie odpuszczam, moje ambicje poczekają na jakiś bardziej sprzyjający moment w życiu Antola. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Polecam Ci książkę Pod presją Dajmy dzieciom święty spokój! - Carl Honoré. Bardzo uspokaja:) Naprawdę polecam! Dobrze Wam zrobi, zwłaszcza Antosiowi!:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może wyluzuj trochę, bo chyba trochę za bardzo się zakręciłaś w tych metodach a dziecko to dziecko, nie mały geniusz. Może nie potrzebuje kredek i tych wszystkich nauk, tylko bedzie się uczyć po swojemu, samemu przeglądając co chce i przyglądając się światu na spacerach itp. Może czuje tą presję jaką niechcący wywierasz na nim i na sobie i zamiast cieszyć się tymi chwilami to się zamęczacie że nie jesteście tacy jak byś chciała. Jak możesz to poczytaj sobie książkę Honore "Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój". Mi pomogła się wyluzowac i podejść do mojego dziecka na spokojnie :) Pozdrawiam i nie łam się, mały Cię potrzebuje uśmiechniętej a nie zadręczającej się

    OdpowiedzUsuń
  22. Jezeli w wieku 15 miesiecy chcesz uczyc dziecko czytac i pisac to kiedy mial swoje dziecinstwo i mogl sie beztrosko bawic Twoj maly geniusz? I co planajusze zeby umial w wieku 2 , 3 i 15 lat? Dziecko powinno miec dlugie i beztroskie dziecinstwo .Cala nauka i reszta doroslego zycia nadal przed nim.Nie przyspieszaj tego.Dziecko powinno byc szczesliwe .Pozdrawaim serdecznie.xxxx

    OdpowiedzUsuń
  23. Misia też wszystko rozwala, mieszkanie non stop wygląda jakby tajfun przeleciał, ale chyba jeszcze jakiś czas tak będzie. Z czytaniem to samo, woli sama sobie oglądać książeczki niż jak jej czytam. Przeczekać trzeba i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przeczytałam post (zresztą czytam bloga od początku), czytam te komentarze, i jakoś nie mogę uwierzyć, że to co piszecie, to nie są żarty. Na początku zaczęłam chichotać, bo myślałam, ze to taki dowcipny post, a z każdym kolejnym zdaniem uśmiech mi zamierał. Mój Synek ma 15 miesięcy, i nie przyszło mi do głowy, że mogłabym Go w ten sposób tresować. Udało mi się wychować zdolną Córkę, więc jestem pewna, że i Synek nie potrzebuje tresury, aby nabyć wszystkie niezbędne umiejętności.
    anna.p123@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Kolejna rzecz którą z modyfkacjami wypróbuję u nas jak już będziemy mieli potomka :)
    Na tę chwilę kupujemy keybord żeby 2-3 letnie maleństwo już sobie po klawiszach melodyjki grało (czyli pewnie waliło w nie przypadkowo ;)). Miała być gitara ale mały szkrab nie będzie na niej grał, a ja bardzo chcę by dziecko na czymś grało :)
    Uważam, że każde dziecko ma w sobie geniusza, trzeba tylko w odpowiednim momencie i odpowiednio go stymulować. Niestety polskie społeczeństwo słysząc "nauka" ma przed oczami siedzące w ławce dziecko i godziny nudnych zajęć. A to podstawowy błąd. Nawet szkoła nie powinna tak wyglądać.

    OdpowiedzUsuń