piątek, 21 września 2012

Zwierzenia poporodowe

   I już tydzień za nami. Wow. Jakoś tak zleciało, że nie wiem, kiedy. W najbliższy czwartek pierwsza kontrola Alutki u położnej: waga, wzrost, takie tam duperele. Ale i tak będzie to pewnie dla całej rodziny historyczny moment, takie "oficjalne" wyjście do ludzi. ;) Choć na spacery z małą to chodzę od 3 dni już.
   Myślę jeszcze o porodzie, jak to było, choć bólu już kompletnie nie pamiętam. Myślę o podobieństwach i różnicach: w samym porodzie, w podejściu personelu, w moim własnym podejściu... Widzę, że sam "schemat" porodu jest u mnie podobny w obu przypadkach: zaczyna się nocą, wody odchodzą mi na samiutkim końcu, poród sn bez problemów, szybka regeneracja sił, dzieci - ssaki idealne, karmienie piersią bezproblemowe. Ale tyle rzeczy inaczej wyglądało, na plus dla tego drugiego porodu:
- poród przebiegł tak szybko, że nie zdążyłam się nawet nim zmęczyć ;)
- fakt, że nikt mi nie kazał leżeć na plecach sprawił, iż urodziłam z mniejszym poczuciem bólu, bez nacięcia (i bez pęknięcia), chciałoby się rzec "miło",
- położna nic mi nie narzucała, pytała mnie o zgodę na wszystko, od badania rozwarcia, poprzez zbadanie dziecka po porodzie, aż po pytanie o to, czy ja wyrażam zgodę na podanie Ali zastrzyku z wit. K (wyjaśniła też, po co to, co ta wit. K "robi" i dlaczego warto... Nawet nie wspomnę, jak to się odbywa w PL.).
- ja sama byłam bardziej świadoma tego, co mnie czeka, znałam już (i przetestowałam częściowo przy pierwszym porodzie) różne pozycje na przetrwanie skurczy (najgorzej jest się nie ruszać!) i zastosowałam chyba wszystkie (tylko kąpieli w wannie z ciepłą wodą zabrakło, ale za szybko to wszystko poszło ;)). Nie bałam się bólu, raczej wyszłam mu naprzeciw - skoro boli, to dobrze, to znaczy, że już bliżej niż dalej do końca,
- moją pierwszą reakcją na Alę tuż po porodzie było wielkie szczęście, czułość i miłość. Pokochałam ją w drugiej sekundzie po ujrzeniu jej małego ciałka. Z Antkiem pierwsze było wielkie zdziwienie "o matko, to jest człowiek, on żyje! I jaki on duży!", miłość i czułość przyszły później. Chyba byłam zbyt oszołomiona faktem, że mam prawdziwe dziecko, i też totalnym poczuciem zagubienia (co się robi z takim małym dzieckiem? Jak toto ubrać? Jak się karmi? Jak pieluszkę zmienić?), by tak od razu się zakochać w swoim dziecku. A tutaj - ŁUP! I już. Momentalna fala miłości i czułości: "Jaka ona cudowna, piękna, idealna, jaka malutka, jaka wspaniała, kochana..."
- karmienie, choć bezproblemowe w sensie techniki ssania Ali, było przez pierwszy dzień (jeszcze w szpitalu) o tyle problematyczne, że trudno Ali było zakumać, jak ma tą pierś złapać w buzi i najczęściej wypychała sobie sutka z buzi językiem. Więc przystawiałam ją raz, drugi, piąty, by za dziesiątym chwyciła poprawnie i ssała błogo. Ale kompletnie się tym nie stresowałam, przemawiałam do niej: "Alutko, musisz szerzej buźkę otworzyć, o tak! Bardzo ładnie..." i ogólnie miałam poczucie, że po prostu ona się tego nauczy, tylko potrzeba jej czasu. Pamiętam, że przy Antku i mojej (wtedy) zerowej wiedzy o karmieniu piersią, byłam spanikowana, gdy on płakał, a ja nie wiedziałam, jak go przystawić. Więc ja się denerwowałam, on też, położna dyżurna zmieniała się co 12h i każda mówiła co innego (a jedna to mnie prawie okrzyczała, że się "bawię" niepotrzebnie, zamiast "po prostu podać pierś". A co ja, do cholery, próbuję zrobić??? Grrrr... Pamiętam, że się prawie popłakałam, jak ta baba sobie poszła, to było w nocy w ogóle i czułam presję, że muszę szybko uspokoić dziecko, bo inne mamy i dzieci na oddziale śpią i pewnie mnie właśnie wyklinają, że dupa jestem a nie matka.).
- dziecko od początku było ze mną, nikt go nie próbował mi zabierać, kąpać, nakłuwać gdzieś poza moim zasięgiem. Jedna tylko położna dyżurna przyczepiła się na chwilę, że Ala nie leży w swoim "akwarium", tylko koło mnie na łóżku szpitalnym, że to niebezpieczne, że to, że tamto, bla, bla bla... Ale się uparłam, że tak mi jest wygodniej i odpuściła szybko. 

   Ogólne moje poczucie (i petycja do wszechświata) jest taka, że każda kobieta powinna rodzić od razu drugi raz. Żeby już miała tą wiedzę, którą ma po pierwszym dziecku i pierwszym porodzie, żeby się tak nie bała, nie stresowała, żeby czuła się pewnie. Młode matki są tak straszliwie spanikowane wszystkim, co się tyczy porodu i noworodka, sama taka byłam. Czytają te wszystkie dziwne poradniki o wychowaniu dziecka, co to niby mają im pomóc, a często jeszcze tylko przeszkadzają i wpędzają kobiety w poczucie winy, że nie dają rady wychować swojego dziecka tak, jak pisze to pan/pani X w poradniku Y. Kobiety rodzące drugi raz zwykle mają to wszystko już w d...ie. One już to przerabiały, już wiedzą, co im się sprawdziło a co nie. Już wiedzą, jak kąpać dziecko i jak je ubrać nie bojąc się, że się połamie te maluśkie rączki i nóżki. Są jakoś-tam przygotowane, choć wiadomo, że drugie dziecko może być inne, niż było pierwsze: bardziej wymagające albo właśnie mniej. Ale to już też zwykle wiadomo.
  
   Tym razem nie mam nierealnych oczekiwań względem dziecka. Teraz tylko je i śpi, ale wiem, że za tydzień może być inaczej. Nie wprowadzam żadnej sztucznej rutyny, nie cuduję. Skupiam się na Antku bardziej, niż na Ali na razie, bo to on jest w tym wszystkim najbardziej zagubiony. I od razu gromadzę wokół siebie ludzi: koleżanki, znajome, inne mamy. Bo wiem, że samotność w domu zabija czasem bardziej, niż największe problemy z dziećmi. No i byle do jutra, każdy kolejny dzień z moimi dziećmi (qrcze, mam teraz DZIECI, nadal dziwna to dla mnie myśl, że jest ich dwoje) jest nowym wyzwaniem. :)

9 komentarzy:

  1. bystra ta Twoja Alutka... mojemu dwa tygodnie zajęło zajarzenie jak się przystawia do piersi, a też cierpliwie tłumaczyłam "otwórz dziubek kochanie"
    myślę, że zaraz po pojawieniu się drugiego dziecka jest moment, żeby właśnie skupić się na tym starszym... mój eM też spał dużo na początku i ja spędzałam ten czas z Zu, myślę, że teraz jak on zajmuje mi więcej czasu to Zu się nie wkurza i nie jest zazdrosna własnie dlatego, ze na samym początku nie poczuła się odrzucona...
    powodzenia nadal z każdym nowym dniem i wyzwaniem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję wspaniałej i zdrowej córeczki. Fajnie to wszystko opisałaś! Z drugim dzieckiem jest łatwiej, tak spokojniej i bez presji.
    Pozdrawiam i życzę spokojnego czasu. Dwójka dzieci to bardzo ładnie brzmi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję wspaniałej córeczki! Ładnie to wszystko opisałaś. Z drugim dzieckiem jest łatwiej, tak spokojniej bez presji i niepotrzebnego stresu.
    Pozdrawiam was ciepło, życzę spokojnego czasu z dziećmi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pieknie piszesz o tym porodzie uczuciach :) sma chciałbym przezyć to drugi raz ale narazie sytuacja jaką mamy nie pozwala :( Chciałbym żeby Zuzia nie była jedynaczką żeby w miare możliwości szybko miał kompana zabaw
    Ja super wspominam swój poród i nie boje sie kolejnego może dlatego tak bardzo bym już chciał znów być w ciąży :)
    Buziaki dla szkarbów

    OdpowiedzUsuń
  5. domyslam sie walsnie, ze drugi porod juz inaczej przechodzi kobieta bo wie, na co sie ma szykowac;)) i wiem, ze u mnie bedzie podobnie, mniej sie bede bala samego porodu i pozniej zajmowania sie dzieckiem. Choc nigdy nie wiadomo jak sprawy sie potocza ehh.. ciesze sie, ze Ala urodzila sie zdrowa i ze wszystko z malutka ok ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje raz jeszcze :) Zyczymy zdrowka dla Was wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha też uważam że od razu się powinno rodzić po raz 2. Rafałek ma już ponad pół roku, a ja jestem 10 razy mniej zeschizowana niż przy pierwszym synku. Oczywiście się poryczałam czytając o wyjściu małej na świat :P Powodzenia tam i niech dzieciaki rosną Wam zdrowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. tak sobie mysle, ze masz racje, z ta petycja, z poradnikami. My na drugi porod czekamy z utesknieniem. Tez sie boje co prawda jak to bedzie, co ja zrobie, jak mi sie uda skupic na Emmusi, zeby nie byla zazdrosna... no i czy tak samo pokocham durgie malenstwo, jak pierwsza corcie ??? tyle pytan ktore czekaja na odpowiedzi. Jeszcze troche :)

    OdpowiedzUsuń